szukaj >

Dziwne dobrodziejstwa korporacyjnej ustawy

 

Potrzebna jest silna, samorządna adwokatura, która odważnie chroni prawa i wolności obywatelskie

 

 

 

 

To, co wolno adwokatowi, który w imieniu obywatela wdaje się w spór z państwem, świadczy o sile demokracji

 

 

Obywatel zatrzymany przez policję prosi o adwokata. Funkcjonariusz woła kolegę, który wyjmuje z munduru legitymację adwokacką. To nie kpiny, to efekt nowelizacji ustawy o adwokaturze.

 

Decyzja w sprawie policjanta w czynnej służbie, który postanowił być adwokatem, zapadnie lada dzień. Niebawem będzie więc mógł podać zatrzymanemu wizytówkę: „Podinspektor XY, adwokat”. Inny policjant złożył wniosek o wpis na listę aplikantów. Rano aplikant adwokacki łapie złodziei, po południu przyjmuje klientów u boku patrona. Wszystko zgodne z prawem. Wobec tego informację, że na Białorusi milicjanci bronią w sprawach o wykroczenia, należy zostawić bez komentarza.

 

Mecenas piekarz

 

Ustawa słusznie ułatwiła dostęp do zawodu. Prawo wpisu na listę adwokatów otrzymali ci, którzy kiedykolwiek zdali egzamin sędziowski lub prokuratorski. Ci, którzy zdawali go niedawno, poradzą sobie w zawodzie. Być może zatają przed klientami, że nie mają doświadczenia, bo nie skończyli aplikacji. Ci, którzy zdali egzamin kilkanaście lat temu i nigdy nie praktykowali, dziś w pośpiechu kompletują dokumenty uprawniające do bycia mecenasem. Ich trud polega nie na nauce prawa, które uległo licznym zmianom, lecz na odkurzaniu dyplomu z zaliczeniem egzaminu. W ten sposób adwokatami zostali m.in. wysokiej rangi oficer służb specjalnych, piekarz i działacz sportowy oraz zasłużony pracownik poczty. Na wpis oczekuje zawodowy kopacz piłki.

 

Czy człowiek, który przez kilkanaście lat prowadził działania operacyjne, musi być adwokatem? Czy tędy wiedzie droga do budowy autorytetu zawodu zaufania publicznego? Czy musi być adwokatem ktoś, kto całe, chociaż krótkie, życie biegał za piłką? Albo pani, która latami wypiekała ciastka? Nie ma pewności, że któreś z nich nie otrzyma sprawy z urzędu o zabójstwo lub kasacji w zawiłej sprawie cywilnej. Co wtedy powie podsądnemu autor ustawy otwierającej zawód adwokata? Odpowiedź, że rynek zweryfikuje talent adwokata cukiernika, nie zadowala! Niektóre sprawy są tak zawiłe, że w obawie przed kompromitacją na sali sądowej powinni przyjmować je wyłącznie specjaliści. Tego wymaga szacunek dla sądów. Adwokat niedouczony, a za takimi sędziowie nie przepadają, szkodzi opinii środowiska i obniża prestiż zawodu. Co zrobić, by nowi koledzy nie przyjmowali spraw, które przekraczają ich możliwości?

 

Dyskusja, która może wzmocnić

 

Adwokatura wymaga przebudowy. Reforma musi stworzyć warunki do szkolenia aplikantów i doskonalenia zawodowego, sprawowania sądownictwa dyscyplinarnego i odbudowy więzi środowiskowych.

 

Palestra od lat jest w defensywie, stale coś przegrywa. Latami walczyliśmy z radcami prawnymi, gdy należało skoncentrować się na problemach adwokatury: erozji zasad etycznych i nepotyzmie, niechęci do doskonalenia zawodowego. Rozważmy, co adwokatura zyskała, a co straciła w ostatnich kilku kadencjach. Czy nie lepiej, aby prezes NRA i niektórzy jej członkowie zawieszali na czas kadencji działalność zawodową, by w zamian za przyzwoite wynagrodzenie poświęcić się działalności korporacyjnej? Czy izba adwokacka w powiatowym mieście, zrzeszająca kilkudziesięciu mecenasów, odcięta od możliwości pozyskania wybitnych wykładowców, prawidłowo szkoli aplikantów? Nie reagujmy alergicznie na propozycje zmian. Dyskusja na temat naszej korporacji może ją jedynie wzmocnić.

 

Powszechna jest opinia, że izb adwokackich powinno być tyle, ile apelacji sądowych. Nie więcej. Tymczasem jest ich 24, bo trzydzieści lat temu dwaj towarzysze, z których jeden reprezentował KC, a drugi był prezesem NRA, ustalili, że właśnie taka liczba izb jest najlepsza dla kraju i adwokatury. Ustalona przez towarzyszy organizacja samorządu okazała się odporna na zmiany. Propozycja likwidacji małych izb to dla wielu temat tabu. Ale likwidując te izby, można wzmocnić siłę samorządu, poprawić jakość szkolenia, podnieść wiarygodność sądownictwa dyscyplinarnego.

 

Szkoły prawa

 

W grudniu ubiegłego roku na aplikację przyjęto ponad 1 300 osób. Egzamin testowy był łatwy, teraz przyjdzie zdać kolokwia. Nowy tryb naboru na aplikację daleki jest od doskonałości. Jedyną formą sprawdzenia wiedzy i predyspozycji do wykonywania zawodu jest pisemny test. To metoda zawodna. Nie można sprawdzić, czy kandydat ma predyspozycje do wykonywania zawodu adwokata.

Naszym zdaniem należy przywrócić ustną część egzaminu.

 

W dyskusji na temat dostępu do aplikacji politycy czynili zarzut, że podczas egzaminu ustnego eliminowano osoby niezwiązane z adwokaturą. Jednak zniesienie części ustnej uniemożliwia weryfikację przydatności do zawodu. Dziś, gdy egzaminy prowadzi komisja ministerialna, należy przywrócić ich część ustną. Pozwoli to eliminować tych, którym natura poskąpiła talentu. Egzamin ustny to pierwsza próba publicznego wystąpienia. Nie oszukujmy się, na uniwersytetach nie uczą przemawiać i nie sprawdzają, kto się nadaje na adwokata, a kto na notariusza. Pisania też nie uczą. Sama aplikacja nie może być powtórzeniem studiów uniwersyteckich. Wykłady powinni prowadzić praktykujący prawnicy: adwokaci i sędziowie.

 

Rzetelne szkolenie mogą zorganizować wyłącznie duże izby adwokackie. Dlatego należy powołać szkoły prawa w kilku największych miastach. Nowoczesny system szkolenia aplikantów musi być jednolity w ramach systemu kształcenia prawników. Do tego potrzebna jest dyskusja ze środowiskami uniwersyteckimi. Dyskusja bez polityków, ich głośnych haseł i wyborczej demagogii.

 

Sądownictwo w korporacji

 

Minister sprawiedliwości pracuje nad ustawą, która przekaże sądom powszechnym prawo sądzenia praktykujących prawników. Jesteśmy przeciwnikami tego pomysłu. Zwracamy uwagę na problemy, o których autor projektu zapomniał.

 

Po pierwsze: adwokatura jest gwarantem ochrony praw i wolności obywatelskich. Nie ma żadnego powodu, by przedstawiciele organizacji, której ustawowo powierzono tak ważne zadania, mieli podlegać orzecznictwu sądów powszechnych w zakresie wykonywania zawodu. Zbyt duża pokusa. Dla rządzących.

 

Po drugie: duża część zdarzeń, które sędziowie traktują jako przewinienia dyscyplinarne, to sprawy o nadużycie wolności wypowiedzi. Zgodnie z prawem adwokat korzysta z wolności słowa w granicach określonych przez zadania adwokatury i przepisy prawa. Nadużycie słowa podlega ściganiu dyscyplinarnemu. Jesteśmy za surowym traktowaniem adwokatów, którzy nie rozumieją, że jednym z fundamentów wymiaru sprawiedliwości jest konieczność okazywania szacunku sądowi, nawet wtedy, gdy sędzia nie ma racji. Ale niedobrze byłoby, gdyby sąd powszechny, ten sam, przed którym adwokat broni praw jednostki, mógł go sądzić za nadużycie słowa wobec tegoż sądu. Nemo iudex idoneus in propria causa (nikt nie jest odpowiednim sędzią we własnej sprawie).

 

Po trzecie: choć adwokat nie jest przeciwnikiem państwa, w wielu sprawach, gdy broni praw jednostki, pozostaje z nim w sporze. To, co wolno adwokatowi, który w imieniu obywatela wdaje się w spór z państwem, świadczy o sile demokracji. Jest to tak oczywiste, że dalszy wywód jest zbędny. Tak jest w sprawach karnych z oskarżenia publicznego i cywilnych przeciwko skarbowi państwa. Adwokaci występują de facto przeciwko państwu we wszystkich sporach podatkowych, wielu administracyjnych. W procesach o odszkodowanie za bezpodstawne tymczasowe aresztowanie lub skazanie występujemy niemal wprost przeciwko sądowi. Być może chodzi o utemperowanie odważnych i niewygodnych dla władzy adwokatów? Ale to już przerabialiśmy!

 

Wreszcie tajemnica adwokacka. To fundament. Rozmowa oskarżonego i obrońcy jest traktowana tak samo jak spowiedź. Mamy wątpliwości, czy adwokat sądzony dyscyplinarnie przez sąd powszechny może wyjawić informacje objęte tajemnicą, gdy oskarżycielem będzie prokurator! Czy adwokat-podsądny, broniąc się, będzie mógł ujawnić informacje nieznane sądowi, a bardzo interesujące dla prokuratora, których podanie może być dla klienta niekorzystne?

 

Broniąc sądownictwa korporacyjnego, nie twierdzimy, że działa ono bez zarzutu. Ale wzmocni je zmniejszenie liczby sądów dyscyplinarnych i tym samym zmaleje szansa, że członkiem składu orzekającego będzie znajomy. Problemem sądownictwa korporacyjnego są sprawy mentalne i skłonność do pobłażania, ale z tym można się uporać. Sądy dyscyplinarne powinny być surowe zwłaszcza wobec tych, którzy nie umieją okazać szacunku sądowi. O adwokatach, którzy popełnili czyny kryminalne, pisać nie ma sensu, właściwą karą jest utrata prawa wykonywania zawodu.

 

Służyć mimo wszystko

 

Tradycja adwokatury to: wartości etyczne wypracowane przez pokolenia adwokatów, instytucja patronatu i sądownictwo korporacyjne. Tradycja to także prawo do działania samorządu. W najcięższych chwilach adwokaci byli zawsze blisko zagrożonych.

 

Zagrożenia AD 2006 to teczki, komisje i atmosfera powszechnej podejrzliwości. To również pomysł tworzenia kodyfikacji karnych z XIX-wiecznym rodowodem, gdzie surowość karania ma być lekiem na całe zło, a resocjalizacja jest określona przez młodego ministra krótko: „to lipa”. Komisja Kodyfikacyjna padła. Ostał się jeszcze Trybunał Konstytucyjny, ale do końca roku sześciu sędziów opuści fotele.

 

Dziś potrzebna jest silna, samorządna adwokatura, która odważnie chroni prawa i wolności obywatelskie. Powinniśmy życzliwie o niej myśleć. Palestra, choć ostatnio nie może dogadać się ze społeczeństwem, musi mu służyć. Służyć mimo wszystko.

 

Wojciech Bergier                Krzysztof Stępiński

adwokat z Krakowa            adwokat z Warszawy

 

źródło: Rzeczpospolita, 22.02.2006

Biuletyn Informacji Publicznej Naczelnej Rady Adwokackiej redaguje adw. Rafał Dębowski
e-mail: redaktor.bip@nra.pl
Osoba odpowiedzialna za treść: adw. Rafał Dębowski
Data modyfikacji: 2006/03/09 15:27:28
Redaktor: Główny redaktor Biuletynu