Sądownictwo dyscyplinarne w gestii samorządu adwokackiego to warunek sprawowania należytej pieczy nad wykonywaniem tego zawodu
Przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi samorząd adwokacki stał się obiektem niewybrednych ataków ze strony zwolenników nowelizacji ustawy - Prawo o adwokaturze (dalej: ustawa) w zakresie dotyczącym naboru na aplikacje i do zawodu. Nikt nie słuchał przedstawicieli władz palestry, którzy wręcz alarmowali o nieracjonalności części rozwiązań (w tym ustawowo określanych terminów egzaminów), naruszaniu praw nabytych aplikantów, wprowadzeniu cenzusu majątkowego przez ustanowienie opłaty za szkolenie na dotychczas praktycznie bezpłatną aplikację adwokacką.
Rychło okazało się, że wątpliwości te były w pełni uzasadnione, czego dowodzi kolejna propozycja zmian w tej samej ustawie autorstwa tego samego ministra, która naprawia część oczywistych omyłek. Niestety, projektodawca zgłasza też takie rozwiązania, które zwiększają podporządkowanie adwokatury ministrowi sprawiedliwości (dalej: minister), a w efekcie prowadzą do stopniowej likwidacji samorządu zawodu zaufania publicznego.
Minister od wszystkiego
Dotychczas ingerencja władzy w działalność samorządu zawodowego była ograniczona do niezbędnego minimum. Dzięki temu państwo nie może wywierać presji na reprezentację procesową obywateli wobec wymiaru sprawiedliwości. Służy temu m.in. zagwarantowanie poufności relacji adwokat - klient oraz pozostawienie w gestii samorządu postępowań dyscyplinarnych.
Ustawowe uprawnienia ministra wobec korporacji obejmują natomiast: prawo zwrócenia się do Sądu Najwyższego o uchylenie uchwał organów adwokackich; możliwość sprzeciwu wobec uchwał o wpisie oraz odmowie wpisu na listę adwokatów lub aplikantów; polecenie wszczęcia postępowania dyscyplinarnego przeciwko adwokatowi lub aplikantowi; prawo złożenia kasacji od orzeczenia Wyższego Sądu Dyscyplinarnego; prawo wglądu do akt sprawy i żądania informacji.
Teraz ma być inaczej: projekt sprowadza działalność przedstawicieli samorządu adwokackiego do roli urzędników rejestrujących aplikantów i adwokatów oraz ich kolejne siedziby zawodowe.
Ministrowi przyznaje się bowiem prawo zaskarżania uchwał nie tylko najwyższych organów adwokatury, ale także organów izb adwokackich, na które nakłada się obowiązek zawiadamiania o każdej uchwale w ciągu 14 dni od jej podjęcia. Zanim więc oceni ją Naczelna Rada Adwokacka lub jej Prezydium, minister jest w stanie zaskarżyć uchwałę do SN. Dotąd Prezydium NRA reagowało niezwłocznie na decyzje rad adwokackich, które uznawało za nieprawidłowe, natychmiast je uchylając. Teraz nie będzie miało to znaczenia. O losie decyzji lokalnych organów adwokatury decydować będą przede wszystkim minister i oczekiwania kolejnych układów rządzących.
Naprawa błędów przez obniżenie poziomu
Przez ostatnie dwa lata NRA przekazywała parlamentarzystom i ministrowi swoje uwagi krytyczne, mając na celu ukształtowanie takich procedur przeprowadzania egzaminów, by były jak najbardziej czytelne, jednoznaczne i umożliwiały sprawny nabór. Po raz kolejny samorząd wykazał dobrą wolę, licząc na nią także ze strony ministra.
Niestety analizowany projekt naprawia błędy przez obniżenie poziomu szkolenia i egzaminu. Okazuje się (nie pierwszy raz), że nie chodzi o rzetelne sprawdzenie przydatności kandydatów do zawodu, lecz o jak najdalej idące ułatwienia dla organizatora egzaminu (czyli ministra) i szkolenia, ominięcie wszystkiego, co wymaga trudu, wkładu pracy i przygotowania.
Już w czasie prac sejmowych nad poprzednią nowelizacją ustawy adwokatura przekonywała, że trzeba przygotować sądy i prokuratury na konieczność kilkumiesięcznego szkolenia zwiększonej liczby aplikantów adwokackich. Bo według art. 76.1 ustawy przynajmniej sześć miesięcy z trzyipółletniej aplikacji mają odbywać w sądzie, prokuraturze, kancelarii notarialnej lub innej instytucji publicznej, za co zresztą wszystkie wskazane instytucje były wynagradzane przez samorząd adwokacki. Teraz - ze względu na ich brak przygotowania na przyjęcie tak dużej liczby aplikantów - projektodawca z tego typu szkolenia po prostu zrezygnował!
Pisemny egzamin adwokacki z prawa cywilnego i karnego polegał tradycyjnie na tym, iż egzaminowany otrzymywał akta sądowe, poddawał je samodzielnej analizie oraz sporządzał apelację będącą następnie przedmiotem oceny. Sygnalizowane przez adwokaturę obawy, dotyczące konieczności opracowania procedur dla przygotowania tak dużej liczby akt w sposób uniemożliwiający ich identyfikację, a jednocześnie odpowiednie ich przygotowanie do egzaminu, projekt rozstrzyga rezygnacją z tej formuły. Zastępuje ją opracowywaniem pracy pisemnej na podstawie „materiałów opracowanych w oparciu o akta”, czyli formy spreparowanej, takiej, z jaką adwokat nie będzie się stykał w praktyce; takiej, która przez uproszczenie może ułatwić zdanie egzaminu osobom nieprzygotowanym do zawodu.
Reasumując ten wątek: propozycje ministra tylko pozornie poprawiają wytykane błędy poprzedniej nowelizacji z 30 czerwca 2005 r., akceptując jedynie częściowo przyjęte przez samorząd adwokacki zasady i doświadczenia ostatniego egzaminu konkursowego na aplikację adwokacką z 10 grudnia 2005 r. A przecież 21 lutego bieżącego roku, podczas posiedzenia Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, poświęconej temu właśnie zagadnieniu, wyrażono pogląd, że adwokatura przeprowadziła ten egzamin perfekcyjnie. Była to także opinia przedstawicieli ministra.
Ubezwłasnowolnianie palestry
Zdumienie budzi także dualizm zmian w zakresie postępowania dyscyplinarnego.
Otóż projekt ustawy, która wprowadza pewne poprawki, m.in. wcześniej omówione, sądownictwo dyscyplinarne pozostawia samorządowi adwokackiemu. Ale obok tego projektu i w tym samym czasie pojawia się projekt nowej ustawy „o postępowaniu dyscyplinarnym wobec osób wykonujących niektóre zawody prawnicze”, z którego wynika zupełnie co innego. To mianowicie, że samorządowi adwokackiemu (także radcowskiemu i notarialnemu) odbiera się prawo do decydowania w sprawach dyscyplinarnych.
O wszczęciu postępowania będzie decydował prokurator dyscyplinarny i jego zastępcy, którzy nie mogą łączyć tych funkcji z innymi zadaniami w prokuraturze, ale mogą, przy prowadzeniu czynności, posługiwać się prokuratorami delegowanymi, których ten generalny zakaz już nie dotyczy.
Wprowadza się jawność postępowania dyscyplinarnego, a jej wyłączenia będą możliwe na zasadach przewidzianych w kodeksie postępowania karnego. Wprowadzenie jawności rozpraw wymaga szczególnej ostrożności, bo dotychczasowe wyłączenie publiczności nie jest spowodowane - wbrew obiegowym opiniom - ochroną enigmatycznych czy tajemniczych interesów zawodowych. Podczas postępowania dyscyplinarnego wobec adwokata bardzo często dochodzi do balansowania na krawędzi ujawnienia tajemnicy zawodowej czy nawet obrończej, jeśli nie przez samego adwokata, to często przez niezadowolonego klienta czy przeciwnika procesowego.
Obecnie rozprawa jest jawna dla członków adwokatury, których wiążą przepisy o tajemnicy zawodowej, oraz przedstawicieli ministra sprawiedliwości (dla zapewnienia nadzoru nad prawidłowym przebiegiem postępowania). Takie rozwiązanie spełnia istotną rolę gwarancyjną dla stron i przedmiotu postępowania, ograniczając zasadę publicznego procesu na rzecz ochrony innych, istotnych wartości.
Dzisiaj postępowanie dyscyplinarne jest dwuinstancyjne, a ministrowi, poza prawem żądania jego wszczęcia, wglądu do akt i żądania informacji o jego przebiegu, przysługuje kasacja do SN. Podmiotami uprawnionymi do jej wniesienia są także rzecznik praw obywatelskich i prezes NRA.
Według projektu od orzeczeń sądu dyscyplinarnego drugiej instancji będzie przysługiwała kasacja, ale już tylko rzecznikowi praw obywatelskich oraz prokuratorowi generalnemu. Adwokatura, poza zwykłym odwołaniem od decyzji pierwszej instancji, nie ma już nic do powiedzenia.
Natomiast dziekanów izb adwokackich pozbawia się wszelkich praw oddziaływania na adwokatów i aplikantów w sytuacjach wymagających szybkiej interwencji. Likwiduje się bowiem prawo dziekana do udzielenia ostrzeżenia i kary upomnienia za dopuszczenie się uchybienia mniejszej wagi. Tym samym dziekanowi izby odbiera się podstawowe prerogatywy i narzędzia, służące dyscyplinowaniu wykonywania czynności przez członków izby. Oznacza to też odebranie osobom pokrzywdzonym prawa do szybkiej reakcji, gdy może ona skutecznie ochronić ich dobro i spełnić cele prewencyjne. Pokrzywdzeni będą więc czekać na orzekanie przez specjalne wydziały sądów apelacyjnych i SN.
Ostrożnie ze zmianami
Samorząd adwokacki powoli przestaje istnieć. Jeśli ministerialne propozycje staną się obowiązującym prawem, to z zakresu art. 17 ust. 1 konstytucji znikną - ku wygodzie ministra - prawnicze samorządy zawodów zaufania publicznego. Nie sama przecież nazwa decyduje o ich usytuowaniu w porządku prawnym państwa, lecz uprawnienia, którymi dysponują.
W ostatnich latach za sprawą niemerytorycznych, nieusprawiedliwionych ataków wykreowano niechętny stosunek do palestry, szybko zapomniano o wieloletnich zasługach, świadczeniu bezpłatnej pomocy prawnej, nie chciano zauważać wielu z jej przedstawicieli, którzy dzięki ciężkiej pracy osiągali wysoki poziom zawodowy i którzy chcieliby wreszcie spokojnie żyć i pracować.
Można też usłyszeć i przeczytać wiele opinii o proponowanych zmianach - również ze strony osób wykonujących inne zawody prawnicze - czasami obojętnych, a czasami nawet aprobujących zamiar podważenia samorządności adwokackiej i wprowadzenia sankcji dla adwokatów. I właśnie ich autorów godzi się ostrzec, że adwokatura może stracić wiele uprawnień, nawet tak wiele, że zostanie samorządem tylko z nazwy, ale wówczas nie będzie już wygodnym narzędziem medialnym, wykorzystywanym w kampaniach politycznych. Wtedy zaczną się poszukiwania nowej amunicji wyborczej...
Joanna Agacka-Indecka
adwokat
wiceprezes Naczelnej Rady Adwokackiej