Klientka pozwała swojego adwokata za przegranie sprawy
Jeżeli adwokat uważa, że odwoływanie się do wyższej instancji nie ma sensu, to nie musi go składać, ale powinien o tym przekonać swojego klienta
To konkluzja piątkowego wyroku warszawskiego Sądu Apelacyjnego, który odmówił zasądzenia od jednego z adwokatów 31 tys. zł odszkodowania za przegrany proces o zasiedzenie działki położonej w jednym z powiatowych miast koło Warszawy.
Elżbieta B. utraciła nieruchomość, której była formalną właścicielką. Sąsiedzi wytoczyli jej bowiem sprawę o zasiedzenie działki, a sąd rejonowy to właśnie orzekł. Adwokat Elżbiety B. nie wniósł apelacji. Dopiero po uprawomocnieniu się wyroku złożył skargę o wznowienie postępowania, ale sąd nie znalazł do tego podstaw. Kobieta pozwała więc adwokata. Domagała się zapłaty równowartości utraconej działki - 31 tys. zł. Powoływała się na to, że adwokat nie wywiązał się należycie i profesjonalnie z umowy zlecenia, którą z nim zawarła. Podstawowe zaniedbanie polegać miało na tym, że nie skonsultował się w sprawie apelacji.
Adwokat bronił się, że cały czas podczas procesu o zasiedzenie kontaktował się z mężem powódki (obecnie małżonkowie są po rozwodzie) i jego zgodę na rezygnację z apelacji miał. Mężczyzna, który nadal dba o interesy byłej żony i był także w sądzie, temu przeczył. Zdaniem adwokata nie było realnych podstaw do wniesienia apelacji. Do takiej konkluzji doszedł też sąd okręgowy, rozpatrując sprawę o odszkodowanie. Po prostu były wszelkie podstawy, by orzec zasiedzenie. Działkę sprzedali jeszcze rodzice powódki, zawierając nieformalną umowę. Już w 1957 r. nabywcy pobudowali na niej dom. Nie było więc szans na zmianę wyroku.
Elżbieta B. o przegranej dowiedziała się, gdy sąsiedzi zażądali od niej zapłaty kosztów przegranego procesu. Tak mówiła jej pełnomocnik w SA. W emocjonalnym wystąpieniu zarzuciła, że występujący w sądzie okręgowym pełnomocnicy obu stron byli z tego samego zespołu (w małym mieście to dość typowe). Adwokat powinien był wnieść apelację, jeśli wpis od niej wynosił 20 zł, a działka jest warta kilkadziesiąt tysięcy. Tymczasem nie tylko tego nie zrobił, ale nie wniósł nawet o pisemne uzasadnienie wyroku, na którego ogłoszeniu zresztą go nie było. Jeśli nie słyszał ustnego uzasadnienia, to na jakiej podstawie zadecydował za klienta, że apelacja nie miała szans?
Sąd Apelacyjny nie uwzględnił tej argumentacji i utrzymał niekorzystny dla powódki wyrok I instancji. - Adwokat nie ma obowiązku wnoszenia odwołania w każdej sytuacji. Czasem jego obowiązkiem będzie przekonanie strony, że odwołanie nie ma szans - powiedział w uzasadnieniu. - Powódka nie wykazała, by z winy adwokata poniosła szkodę (sygn. VI ACa1412/05). Wyrok jest ostateczny.
Marek Domagalski
źródło: Rzeczpospolita, 26.06.2006