Adwokatura pamięta
Byłem w gabinecie jednego z dyrektorów Ministerstwa Sprawiedliwości, kiedy woźny przydźwigał pakę akt metrowej wysokości... Te siedemdziesiąt teczek to siedemdziesiąt spraw dyscyplinarnych mecenasa (tu padło nazwisko znanego obrońcy politycznego) - powiedział dyrektor. Każdy pretekst był dobry, by postawić tego prawnika przed adwokacką komisją dyscyplinarną. Miał nieporządek w dokumentacji finansowej - dyscyplinarka, powiedział słowo za dużo, niemiłe władzy - dyscyplinarka, przekroczył nieznacznie stawkę honorarium - oczywiście dyscyplinarka. Z Ministerstwem Sprawiedliwości sprawującym nadzór nad adwokaturą i uprawnionym do inicjowania postępowań dyscyplinarnych nie było żartów. Dobrze, gdy kończyły się naganą, gorzej, gdy adwokata karano zawieszeniem w zawodowych obowiązkach oznaczającym utratę zarobków na całe miesiące nawet. Cokolwiek złego powiedzieć można o ówczesnych adwokackich komisjach dyscyplinarnych, broniły one swych kolegów mimo nacisków i gróźb. Wymuszenie na samorządzie adwokackim, by surowo ukarał kolegę za przechowywanie w czterech ścianach biblioteki opozycyjnego opracowania, które mogło kiedyś przydać mu się w prowadzonej obronie, to przypadek krańcowy, dziś nawet jeszcze porażający.
Ta wieloletnia praktyka władz jest dobrze pamiętana i nadal mimo upływu ćwierćwiecza od końca PRL-u budzi obawy. Każdy też pomysł pogorszenia sytuacji prawnej adwokatury budzi najgorsze skojarzenia i lęki. Te rany nie są dotąd zabliźnione. Tymczasem władze projektują likwidację adwokackich sądów dyscyplinarnych i rzeczników oskarżenia i przekazanie ich jednemu wspólnemu dla wszystkich zawodów prawniczych (sędziowskiego, prokuratorskiego, radcowskiego, adwokackiego) sądowi dyscyplinarnemu i jednemu, powołanemu przez ministra sprawiedliwości, oskarżycielowi.
Adwokatura w Polsce liczy 600 lat. Jej doświadczenia, tradycja i rozwój przyniosły temu zawodowi niezbędną autonomię, która utrwala art. 17 konstytucji. To ten samorząd właśnie, a nikt inny, sprawować ma pieczę nad należytym wykonywaniem zawodu „w granicach interesu publicznego i dla jego ochrony”.
Konstytucja składa więc obronę praw obywateli w ręce samorządu adwokackiego, plany rządowe przeciwnie głoszą wotum nieufności dla samorządu tej profesji.
„Są jakoby sądowi rycerze, albowiem rycerz waleczny pokoju pospolitego mieczem broni, tak obrońca dowcipem swoim sprawiedliwość mnoży, a niesprawiedliwość tłumi” - tak traktat sprzed stuleci kreśli sylwetę adwokata. Od tej pory niewiele się zmieniło.
Adwokat nieuchronnie wpada w liczne konflikty z władzą, naraża się podejmowanymi obronami, bo krytykuje państwowe decyzje, często obala je w drodze zażaleń i apelacji, w toku procesu bezlitośnie obnaża słabości aparatu państwowego, zagraża ludziom władzy. Łatwo ulec pokusie, by uspokoić zbyt niebezpiecznego i odważnego adwersarza. Postępowanie dyscyplinarne stwarza takie możliwości.
Kto chce uderzyć w wolności i prawa obywatelskie, zadaje cios adwokaturze. Taka jest stała praktyka wszelkich dyktatur (i komunistycznej, i faszystowskiej) i nie byłoby dobrze, aby ktokolwiek w Polsce na nowo otwierał ten rozdział.
Stanisław Podemski
źródło: Gazeta Wyborcza, 13.05.2006