Adwokaci chowają się za plecami klientów
Prawnicy ukrywają swój udział w procesach, nie podpisując się pod pismami składanymi w imieniu klientów. Minimalizuje to ryzyko przegranej
Na szczęście są to działania w interesie ich klientów, prawnie dopuszczalne. Ta ułomna praktyka, proceduralna atrapa, odsłania jednak problemy związane z narastającym w ostatnich latach rygoryzmem procedury cywilnej, a jeszcze bardziej gospodarczej – w stosunku do profesjonalnych pełnomocników: adwokatów, radców. Nie mają oni prawa do nawet najmniejszej pomyłki formalnej. Inaczej traktowane są osoby, które występują bez pełnomocnika. W razie popełnienia formalnego błędu mają szansę go wyprostować.
Bez środkowej strony
– Takie postępowanie pełnomocników to skutek niejasnych przepisów i nieprzewidywalnego orzecznictwa – mówi mec. Juliusz Janas, który w dwóch podobnych sprawach (dotyczących zwolnienia z kosztów) spotkał się z dwoma przeciwnymi orzeczeniami.
– Znam takie przypadki – opowiada Andrzej Michałowski, wiceprezes Naczelnej Rady Adwokackiej. – Można usprawiedliwić je w szczególnych sytuacjach. Kiedyś zresztą uczono aplikantów przydatnej sztuczki. Jak sobie poradzić, jak pomóc klientowi, który zgłasza się ostatniego dnia przed upływem terminu na złożenie apelacji? Napisać pierwszą stronę apelacji i… trzecią. Bez drugiej, którą Nowak czy Kowalski mógł niby przegapić i dołączyć ją później. Adwokatowi to nie uchodziło.
– Obecne praktyki są skutkiem lęku prawników przed nieprzewidywalną decyzją sądu, np. w sprawie kosztów, ale też innych błędów formalnych. Stąd m.in. nasze (NRA) propozycje usunięcia kilku najostrzejszych rygorów procedury cywilnej, zgłoszone sejmowej komisji „Przyjazne państwo” – wskazuje prezes Michałowski.
Obostrzenie rygorów, zwłaszcza w stosunku do prawników, miało usprawnić procesy, przyśpieszyć je. Niejednokrotnie jednak skutek jest odwrotny.
Sądom też nie pomaga
Nie widzi nic złego w takich zachowaniach pełnomocników sędzia Małgorzata Kuracka, przewodnicząca Wydziału Cywilnego warszawskiego Sądu Okręgowego. – To nawet pomaga, gdyż stronę bez adwokata, mogę pouczyć o brakach formalnych, np. apelacji, zainteresowany może je usunąć, a sprawa toczy się dalej. W wypadku adwokata pismo muszę odrzucić, on się odwołuje, a sądy zamiast zajmować się merytorycznym rozstrzygnięciem, zajmują się proceduralnymi kwestiami, proces się przedłuża.
– Dla sądu jest bez różnicy, kto podpisuje pismo – wskazuje sędzia Barbara Trębska z warszawskiego Sądu Apelacyjnego. Poza wyjątkiem: jeżeli taka osoba występuje o ustanowienie adwokata z urzędu, jest to sygnał dla sądu, że jakąś pomoc prawną już ma.
Rygory do złagodzenia
Rygorami stawianymi prawnikom zajmował się niedawno Trybunał Konstytucyjny (sygn. P 18/07). – Sąd nie może odrzucić napisanej przez prawnika apelacji tylko z powodu mało istotnych usterek formalnych – powiedział TK.
Odpowiadał on na pytanie poznańskiego Sądu Okręgowego, przed którym zawisły dwa odwołania od odrzucenia apelacji przez sąd I instancji z powodu braków formalnych. Chodziło o niewskazanie wprost, czy kwestionuje się całe orzeczenie, czy jego część, choć to wynikało z treści pisma. TK uznał zaskarżony przepis – art. 3701 k.p.c. – za zbyt surową sankcję.
Jerzy Kozdroń (PO), przewodniczący sejmowej komisji ds. kodyfikacji, powiedział „Rz”, że należy złagodzić nie tylko zakwestionowany przez TK przepis, ale i podobne. W ten np. sposób, by sędzia wskazywał pełnomocnikowi braki pisma, a pełnomocnik dostawał tydzień na ich usunięcie.
Marek Domagalski
źródło: Rzeczpospolita, 7.06.2008