szukaj >

Adwokaci contra dziennikarze

 

Nie wystarczy powtórzyć za sędzią 

 

Sąd Najwyższy rozstrzygnął spór na korzyść adwokatów, chociaż to, co o nich napisał dziennikarz, usłyszał z ust sędziego

 

Co wolno dziennikarzowi stawiającemu zarzuty osobom przywołanym w artykule? Czy może opierać je na informacjach od innych osób? Choć do Sądu Najwyższego docierało stosunkowo dużo spraw o ochronę dóbr osobistych naruszonych w materiałach prasowych, wyczytanie z nich jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie nie jest łatwe.

Coraz wyraźniej jednak rysuje się pewna linia, której dla swego bezpieczeństwa dziennikarze powinni się trzymać. Potwierdza ją ostatni wyrok w sprawie wytoczonej dziennikarzowi i wydawcy „Gazety Wyborczej” przez dwoje poznańskich adwokatów. Sąd Najwyższy rozstrzygnął spór na korzyść adwokatów, chociaż to, co o nich napisał dziennikarz, usłyszał z ust sędziego.

Poszło o artykuł Piotra Z. zamieszczony 16 kwietnia 2002 r. w poznańskim dodatku do „GW”, opisujący perypetie procesowe związane z głośną swego czasu sprawą Elektromisu. Autor napisał, że adwokaci torpedują sąd, nie stawiają się na rozprawę, łamią zasady etyki adwokackiej i przepisy, a sąd nie może im nic zrobić. Sądy, a potem Sąd Najwyższy uznały, iż artykuł jest nierzetelny, a zarzuty nieprawdziwe. Adwokaci nie złamali żadnych przepisów ani zasad etyki adwokackiej.

Nie pierwsza to sprawa, w której Sąd Najwyższy próbuje pogodzić potrzebę ochrony dóbr osobistych i wymagania związane z obiegiem informacji. Przełomem była uchwała z lutego 2005 r. podjęta w związku z problemami, jakie pojawiły się na tle sprawy prezydenta Kwaśniewskiego przeciwko „Życiu”. Sąd Najwyższy zwolnił w niej dziennikarzy z bezwzględnego obowiązku podawania prawdy i tylko prawdy, ale za cenę położenia nacisku na zachowanie szczególnej staranności i rzetelności przy zbieraniu i wykorzystywaniu materiałów prasowych.

W sprawie poznańskich adwokatów Sąd Najwyższy zajął takie samo stanowisko. Bezwzględnej prawdy od dziennikarzy nie można wymagać, bo niejednokrotnie dojście do niej jest niemożliwe. Takie wymaganie prowadziłoby do ograniczenia prasy, utrudniało też obieg informacji. Natomiast z rzetelności nic zwolnić dziennikarza nie może, nawet cel publikacji, np. dążenie do piętnowania negatywnych zjawisk społecznych. Potwierdza to niedawny wyrok w sprawie wniesionej przez byłego ministra sprawiedliwości prof. Kubickiego. Obrona uzasadnionego interesu społecznego nie może usprawiedliwiać posługiwania się przez dziennikarza informacjami nieprawdziwymi, zniesławiającymi czy manipulowania prawdą przez ukrywanie wiadomości niepasujących do tezy. Podobnie było w głośnej sprawie Andrzeja Marka. Sąd Najwyższy pouczył wtedy dziennikarzy, że formułowanie nieprawdziwych zarzutów, niezależnie od tego, czy są to nieprawdziwe fakty, czy bezpodstawne oceny, nie służy wolności wypowiedzi ani żadnej wartości.

Nie wystarczy też samo powołanie się na źródło podawanych informacji, i to nawet w samej publikacji. Tak było w sprawie Piotra Najsztuba przeciwko „Nie”. Marek Barański napisał, że Najsztub był współpracownikiem UOP, wskazując jako źródło notatkę służbową wysokiego funkcjonariusza UOP Wiktora F.

Z ostatniego wyroku wynika, że przed nierzetelnością nie chroni dziennikarza nawet to, że zniesławiające oceny oparł na wypowiedzi osoby tak kompetentnej i profesjonalnej, jak sędzia. Także wówczas powinien sprawdzać prawdziwość zarzutów.

Choć na podstawie dotychczasowych orzeczeń sądowych można się będzie niebawem pokusić o sformułowanie katalogu pouczeń i przestróg dla dziennikarzy, ważne jest także dziennikarskie wyczucie. W sprawie poznańskich adwokatów błąd dziennikarza polegał na tym, że nie rozgraniczył opisu toku sprawy i ocen, podał ocenę sędziego jako własną, nie wskazał jej kontekstu. W sumie uchybienia te Sąd Najwyższy zakwalifikował jako niedochowanie obowiązku należytej staranności.

 

Izabela Lewandowska

 

źródło: „Rzeczpospolita”, 14.01.2006

 

 

Ocena to nie opis sprawy

 

Bywa, że dziennikarz nie dociera do bezwzględnej prawdy, bo nie zawsze jest to możliwe. Usprawiedliwi go jednak tylko obostrzona staranność w zbieraniu materiałów

 

Sąd Najwyższy potwierdził to w wyroku z 12 stycznia 2006 r., kończącym wygraną dwojga poznańskich adwokatów ich spór z dziennikarzem i wydawcą „Gazety Wyborczej”. Sąd uznał, że adwokatom należą się przeprosiny, mimo że to, co dziennikarz o nich napisał, usłyszał z ust sędziego.

Początek sprawie dał artykuł Piotra Z. zamieszczony 16 kwietnia 2002 r. w poznańskim dodatku do „GW” opisujący perypetie procesowe związane z głośną swego czasu sprawą Elektromisu. Artykuł nosił tytuł „Adwokaci torpedują sąd”. Obok tytułu znalazły się wyróżnione czcionką zdania: „Od trzech tygodni adwokaci oskarżonych w procesie Elektromisu nie stawiają się na rozprawę. Mimo że łamią zasady etyki adwokackiej i przepisy, sąd nie może im nic zrobić”.

Rzecz w tym, że sprawie groziło przedawnienie, co mobilizowało sąd do szybkich działań. Tymczasem przed pierwszą rozprawą obrońca oskarżonych Wiesław M. przesłał zaświadczenie lekarskie, z którego wynikało, że nie pojawi się w sądzie co najmniej przez 5 tygodni. Sąd wyznaczył więc jako obrońcę z urzędu Agatę M., pracującą w tej samej kancelarii, i wezwał ją na rozprawę. Kancelaria odmówiła przyjęcia pisma z sądu, o czym sędzia przewodniczący powiadomił prezesa sądu, uznawszy to za formę obstrukcji. Pismo zostało przesłane do kancelarii faksem.

Agata M. na rozprawę się nie stawiła, ale usprawiedliwiła nieobecność. Zwróciła się do sądu o ustanowienie innego obrońcy z urzędu albo wyznaczenie jej trzytygodniowego terminu na zapoznanie się z aktami. Nazajutrz ukazał się w „GW” artykuł Piotra Z., a niebawem wpłynął do sądu pozew adwokatów przeciwko dziennikarzowi i wydawcy.

Sądy uznały, iż artykuł jest nierzetelny, a zarzuty naruszają dobre imię adwokatów i są nieprawdziwe. Nie złamali oni bowiem żadnych przepisów ani zasad etyki adwokackiej. Sąd nakazał pozwanym przeprosiny na łamach „GW” i zasądził od nich 20 tys. zł na rodzinny dom dziecka. Nie przyjął tłumaczeń, że dziennikarz w istocie przytoczył tylko opinię sędziego. Sędzia wypowiedział ją po rozprawie, indagowany przez oskarżonych, dlaczego pozbawiono ich obrony.

Kasacja wydawcy opierała się na argumencie, że skoro dziennikarz oparł się na wypowiedzi osoby tak kompetentnej i profesjonalnej jak sędzia, to nie musiał sprawdzać jej prawdziwości.

Sąd Najwyższy był innego zdania i zaakceptował kwestionowany werdykt. Sędzia Antoni Górski zaznaczył, że SN próbuje pogodzić potrzebę ochrony dóbr osobistych i wymagania związane z obiegiem informacji. W uchwale z lutego 2005 r., podjętej w związku ze sprawą prezydenta Kwaśniewskiego przeciwko „Życiu”, uznał, że bezwzględnej prawdy od dziennikarzy nie można wymagać, bo niejednokrotnie dotarcie do niej jest niemożliwe. Warunkiem jednak zwolnienia dziennikarza z bezwzględnego obowiązku prawdy jest zachowanie szczególnej, obostrzonej staranności w zbieraniu i wykorzystaniu materiałów.

Tej staranności Piotr Z. nie dochował. Powinien przede wszystkim wysłuchać opinii adwokatów.

- W tej sprawie istotna była także specyfika dziennikarskiej relacji z procesu - zaznaczył sędzia Górski.

Błędem Piotra Z. jako sprawozdawcy sądowego było to, że nie oddzielił opisu sprawy od ocen, nie wskazał też, w jakim momencie i kontekście sędzia ocenił zachowanie adwokatów.

- To są subtelności - mówił sędzia Górski - ale tworzą pewną aurę i klimat wypowiedzi. Inny wtedy byłby wydźwięk sprawozdania. Kolejny błąd sprawozdawcy polegał na podaniu słów sędziego jako własnych. W sumie uchybienia te Sąd Najwyższy zakwalifikował jako niedochowanie obowiązku należytej staranności (sygn. II CK 319/05).

Izabela Lewandowska

źródło: „Rzeczpospolita”, 17.01.2006

Biuletyn Informacji Publicznej Naczelnej Rady Adwokackiej redaguje adw. Rafał Dębowski
e-mail: redaktor.bip@nra.pl
Osoba odpowiedzialna za treść: adw. Rafał Dębowski
Data modyfikacji: 2006/01/17 15:53:33
Redaktor: Główny redaktor Biuletynu