Ile prawa w sprawiedliwości
Każda władza zmierza do zmiany porządku prawnego. Zwykle w imię sprawiedliwości. Im próby zmian są radykalniejsze, tym wyraźniejszy jej konflikt z prawem
Taką tezą Aleksander Smolar rozpoczął w Fundacji im. Stefana Batorego kolejną dyskusję publiczną nad stanem polskiej demokracji i zmianami proponowanymi przez twórców IV Rzeczypospolitej.
Zakończony pytajnikiem tytuł dyskusji „Sprawiedliwość przeciw prawu?” skłonił prof. Mariana Filara do rozważań, czym jest prawo, a czym sprawiedliwość. Prawo, wywodził, to mniej więcej zawartość Dzienników Ustaw plus standardy światowe. Ale po odpowiedź o sprawiedliwość odesłał do filozofów. Profesor przestrzega przed rozgrywaniem sprawiedliwości przeciwko prawu i stawianiem między nimi pytajnika. Zachęca zaś do równowagi i kompromisu.
Janusz Kochanowski przypomniał jednak znaną premię Stanisława Staszica: Sprawiedliwość jest ostoją Rzeczypospolitej. - Sprawiedliwość, która zawiera pojęcie równości, a nie prawo! - podkreślił rzecznik praw obywatelskich. Bo niesprawiedliwe prawo rodzi konflikt, który wiedzie do społecznego nieposłuszeństwa.
Dla prof. Wojciecha Sadurskiego znak zapytania w tytule dyskusji był najważniejszy:
- Walkę władzy z prawem i wolę jego gruntownej zmiany trzeba traktować sceptycznie. Jak bowiem powoływanie się na społeczne żądanie sprawiedliwości, odrzucanie filozofii resocjalizacji, lekceważenie praw więźniów i zaostrzanie prawa karnego pogodzić z dążeniem do ograniczania roli ławników sądowych, wolności słowa i zgromadzeń? A dyskusja o sądownictwie konstytucyjnym? Niedopuszczalne jest, mówił, aby niezadowolenie z wyroków Trybunału Konstytucyjnego dawało pretekst do podważania jego istoty i funkcji.
- Sprawiedliwe jest to, co ludzie za takie uważają - uważa prof. Andrzej Siemaszko. Fatalne jest więc, gdy prawo karne i polityka kryminalna państwa rozmijają się z potocznym poczuciem sprawiedliwości, bo wtedy państwo staje się „cudze”. Ludzie czują się zagrożeni, a praktyka sądowa pozostaje w sprzeczności z tym poczuciem. Pora z tym skończyć - domagał się przewodniczący Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego. Ale Prof. Teodor Szymanowski podał, że z badań Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości wcale nie wynika, że społeczeństwo oczekuje zaostrzenia kar.
- Jeśli prawo jest traktowane jako instrument sprawowania władzy, to nie może tej władzy przeszkadzać. A dziś prawo władzy uwiera - mówił prof. Andrzej Zoll. Skoro jednak ma ono stanowić dla niej ogranicznik, to te napięcia są niezbędne i naturalne. Profesor przypomniał, że to Hitler w 1935 r. twierdził, że dla niego prawo jest nieważne, tylko sprawiedliwość.
- Boję się, bo atak na instytucje związane z wymiarem sprawiedliwości zmierza do przekształcenia sędziego w funkcjonariusza państwa. A sędzia nie może być funkcjonariuszem. O tym, że można się bać, kiedy władza polityczna mówi o sprawiedliwości, przekonany jest także prof. Wiktor Osiatyński.
Jolanta Kroner
źródło: Rzeczpospolita, 12.06.2006