Dostęp do aplikacji: bez hipokryzji
Zamiast szermowania dobranymi danymi statycznymi, trzeba powiedzieć prawdę. Łatwiejszy dostęp do aplikacji nie oznacza istotnego zwiększenia szans na wykonywanie zawodu prawniczego
Po pierwsze, trzeba sobie uświadomić, że rozpoczęcie aplikacji nie daje żadnej gwarancji jej ukończenia. Wstęp na aplikację nie jest uzyskaniem uprawnień zawodowych. Uprawnienia takie można nabyć po spełnieniu dwóch warunków: wykazania się przydatnością do zawodu – co podlega badaniu i ocenie w toku całej aplikacji, oraz – zdania egzaminu zawodowego, który jest swoistą nostryfikacją umiejętności plus przydatności do zawodu.
Po drugie jednak, i w tym miejscu już hipokryzji definitywnie podziękujemy, trzeba jasno powiedzieć, że uzyskanie uprawnień zawodowych nie stanowi żadnej gwarancji faktycznej możności wykonywania zawodu.
Etatyzm i naiwność myślenia, które ukuły tezę, że wystarczy tylko znieść ograniczenia w dostępie do zawodów prawniczych, aby wszyscy chętni byli szczęśliwi, właśnie niebawem zostaną poddane próbie, z której nie ujdą cało, a wszyscy nabrani zgłoszą się z rozliczeniem. Trzeba jasno i otwarcie powiedzieć: tylko liczbę miejsc na wydziałach prawa można dowolnie zwiększać. Niestety nie da się adekwatnie zwiększyć etatów sędziowskich i prokuratorskich. Już obecnie są one faktycznie zamrożone. Dobrze więc, aby ci wszyscy, którym się marzy kariera sędziowska i prokuratorska, dowiedzieli się, że muszą zmienić marzenia już teraz, a nie po trzech latach niełatwej nauki. Ale ponieważ hipokryzja nie zna granic, tworzy się kolejny miraż: że oto marzenia dadzą się zrealizować dzięki adwokaturze i notariatowi, które – uwaga: blaga! – są nieskończenie pojemnymi środowiskami zawodowymi.
Otóż problem polega na tym, że o możliwościach wykonywania wolnego zawodu nie decyduje bynajmniej ani ustawowa regulacja określająca dostęp, ani władze notariatu czy też adwokatury: decydują o tym obywatele, którzy albo chcą być klientami, albo radzą sobie sami. Nie dlatego, że ich nie stać, tylko dlatego, że uważają, iż swoją prostą sprawę potrafią sobie poprowadzić sami. To nastawienie uległoby zmianie tylko wówczas, gdyby pomoc prawna była zawsze bezpłatna, ale na nonsensowne dumania nie traćmy czasu.
Nie wiem, czy mam rację, ale uważam, że lepiej nie mieć tytułu notariusza, lecz pracować w zawodzie, w którym wykorzysta się zdobyte wykształcenie prawnicze, niż tytuł notariusza mieć i... jeździć jako taksówkarz. To nie jest przykład zmyślony: zapraszam do odwiedzenia naszego zachodniego sąsiada. I koniecznie jadąc z lotniska weźcie taksówkę!
Jerzy Naumann
członek Naczelnej Rady Adwokackiej
źródło: Gazeta Prawna, 5.10.2006