Kodeksy powinni tworzyć prawnicy, a nie politycy
Obecne kodyfikacje karne wymagają zmian. Pracować nad nimi mają nie politycy, ale praktycy. Niektóre kary mogą być zaostrzone, byle w granicach rozsądku - takie są wnioski z debaty na temat reformy prawa karnego, która odbyła się wczoraj w redakcji „Rzeczpospolitej”
Zmieniać obecne kodeksy karne czy nie? - takie pytanie zadaliśmy wczoraj w redakcji uczestnikom debaty poświęconej reformie prawa karnego. Odpowiedź, a głos zabierały największe autorytety i przeciwnicy w poglądach na temat zmian w polityce karnej, była zgodna - tak. Choć jedni upatrywali taką potrzebę, oceniając dzisiejsze prawo jako bardzo złe, a inni wskazywali na naturalny proces reformowania prawa pisanego przed laty.
Generalna zgoda na poprawki
Prof. Andrzej Siemaszko, obecny przewodniczący Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego, ocenił, że pytanie o konieczność zmian jest retoryczne. Zastanawia się jednak, kto ma się tym zająć. - Prawnicy, a nie politycy - odpowiadał Stanisław Zabłocki, sędzia Sądu Najwyższego. Prof. Stanisław Waltoś, poprzedni przewodniczący komisji, pytał z kolei, jak to robić. - Z dala od polityki, rozważnie, na podstawie badań i statystyki - mówili uczestnicy debaty.
Prof. Siemaszko uważa, że nowy model powinien być oparty na krótkoterminowych karach pozbawienia wolności. Zaostrzyć natomiast trzeba kilka kar za przestępstwa o charakterze agresywnym oraz za kilka najpoważniejszych przestępstw (np. sprowadzenie katastrofy, wielkie afery gospodarcze). Opowiada się także za wprowadzeniem kar przemiennych - na krótko do więzienia, a potem wolność kontrolowana, czyli probacja. Profesor zdecydowanie popiera też monitoring elektroniczny. Uczestnicy debaty zgodzili się z nim generalnie co do tego, że potrzeba więcej możliwości stosowania kar alternatywnych do izolacji.
- Dlaczego tak niedocenianą karą są u nas grzywny? - pytał prof. Krzysztof Krajewski z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Krytyka, ale nie wszystkiego
Na totalną krytykę dzisiejszych kodyfikacji prof. Waltoś odpowiada, że trzeba pamiętać o realiach, w których one powstawały. Profesor jest przeciwko zaostrzaniu kar, a za rozwojem probacji. Opowiada się za uzdrowieniem kary ograniczenia wolności, która mogłaby być ratunkiem dla przeludnionych polskich więzień. Przypomina też o pozwach więźniów skarżących się na ciasnotę w celach i czekających nas z pewnością z tego powodu sprawach przed Trybunałem w Strasburgu.
Przypominając o 40 tys. prawomocnie skazanych, którzy czekają na przyjęcie do zakładów karnych, prof. Waltoś stwierdza, że najgorszą rzeczą jest prawo nieegzekwowane.
Sądy sobie, prawo sobie
Na pytanie o potrzebę zmiany kodeksów,nie chciał jednoznacznie odpowiedzieć rzecznik praw obywatelskich, dr Janusz Kochanowski, znany wcześniej z ich krytyki. Dla niego nowelizacja to sprawa drugorzędna. - Ważniejszym problemem jest reforma wymiaru sprawiedliwości, który jest w rozkładzie - mówił.
Dodał, że najpierw trzeba załatwić sprawy sądowych doręczeń, konwojów, opinii biegłych, niezdyscyplinowanych uczestników procesu itd., a dopiero potem zająć się samym prawem. - W dzisiejszym stanie wymiaru sprawiedliwości nawet najlepsze kodeksy nie pomogą - przekonywał Kochanowski.
Przyspieszenie na sali
Również praktycy wymiaru sprawiedliwości w procedurze pokładają większe nadzieje. Wszyscy zgodnie stawiają na dalszy rozwój postępowań skróconych i upraszczanie procedur.
- Tylko w ten sposób sądy pozbędą się setek tysięcy drobnych spraw, w których formalizm jest nadmiernie rozbudowany - mówił sędzia Krzysztof Petryna.
Ale wszyscy też zgodnie ostrzegali przed nieprzemyślanym wprowadzeniem proponowanych przez rząd sądów 24-godzinnych i trybu przyspieszonego. Ocenili projekt jako niebezpieczny, choćby ze względu na źle kojarzącą się z okresem PRL definicję „czynu chuligańskiego” czy na szeroką możliwość stosowania tymczasowego aresztowania.
Sędzia Stanisław Zabłocki przestrzegał przed podnoszeniem dolnych granic zagrożenia. Apelował, by nie zmuszać sędziów, którzy chcą orzekać w zgodzie z własnym sumieniem, do szukania ucieczek w przepisy o umorzeniu czy złagodzeniu kar tylko dlatego, że w ich ocenie dolna kara wyznaczona przez ustawodawcę jest zbyt wysoka. - Już łatwiej sędziowie poradzą sobie z wysokimi górnymi granicami kar - mówił sędzia.
Uczestniczący w debacie eksperci rozstali się z przekonaniem, że różnice między nimi co do skali i kierunku zmian w prawie karnym nie są tak wielkie, jak sugerują niektórzy politycy. Gdyby ci ostatni nie mieszali się do tej pracy, nietrudno byłoby przygotować niezbędne zmiany w kodeksach.
Agata Łukaszewicz, Krzysztof Sobczak
źródło: Rzeczpospolita, 10.03.2006