Czy każde przestępstwo dyskwalifikuje
Pewien znany polski polityk na stawiane mu przez dziennikarzy pytania dotyczące obciążających go wyroków karnych odpowiedział ze zniecierpliwieniem, że on przecież nikogo nie okradł ani nie zgwałcił.
Cytuję z pamięci, więc może nie brzmiało to dosłownie tak, ale taki był sens jego wypowiedzi. Chciał w ten sposób podkreślić, że nie jest pospolitym przestępcą i wobec tego nie ma przeszkód, by zajmował różne wysokie stanowiska państwowe. Nie zamierzam tu, oczywiście, analizować zapadłych przeciwko niemu wyroków i oceniać, czy popełnione przez niego przestępstwa dyskwalifikują go moralnie. Zostawmy ten konkretny przypadek politykom i wyborcom. Ale sam problem relacji między ukaraniem za przestępstwo a potępieniem moralnym jest na pewno ciekawy i ważny, chociaż nienowy. Wiadomo, że nie wszystkie przestępstwa spotykają się z potępieniem moralnym, albo, patrząc na to od strony osoby naruszającej prawo karne, popełnienie niektórych przestępstw nie jest uważane za dyskwalifikujące moralnie sprawcę. I mimo skazania nie musi on być np. bojkotowany towarzysko przez uczciwych ludzi. Dzieje się tak z różnych powodów. Na przykład dlatego, że obowiązujące prawo uważane jest za niesprawiedliwe. W prawie karnym PRL przykładem takiej sytuacji były przepisy karne ograniczające wolność słowa, a także przepisy przewidujące karę za posiadanie obcych walut i za dokonywanie nimi obrotu.
Brak potępienia moralnego niektórych przestępstw może też wynikać ze zderzenia przepisów karnych z silnie ugruntowanym zwyczajem. Charakterystycznym przykładem, należącym już obecnie do historii, jest zwyczaj pojedynkowania się w obronie naruszonego honoru. Mimo że władze państwowe zakazywały pojedynków pod groźbą kary - zwyczaj okazywał się silniejszy. Naruszanie takich przepisów nie było uważane za hańbiące. Przeciwnie, za hańbiące postępowanie uważane było unikanie pojedynku. Zresztą sami prawodawcy też byli jakby rozdwojeni w swych poglądach. Profesor Witold Świda pisał („Pojedynek ze stanowiska polityki kryminalnej”, Wilno 1927), że w XVII w. we Francji władcy jedną ręką wydawali przepisy karne przeciwko pojedynkom, a drugą ułaskawiali tych, których przyłapano na pojedynkowaniu się. Tę niekonsekwencję opisano nawet w literaturze. Miłośnicy powieści Aleksandra Dumasa mogą sobie przypomnieć początkowe fragmenty „Trzech muszkieterów”, kiedy to d'Artagnan, Atos, Portos i Aramis przyłapani zostają w trakcie pojedynku przez gwardzistów kardynała Richelieu, którzy usiłują wyegzekwować obowiązujące prawo i doprowadzić do ukarania sprawców przestępstwa. Oczywiście nic z tego nie wyszło.
Warto przypomnieć, że to szczególne traktowanie pojedynku przetrwało w Polsce aż do kodeksu karnego z 1932 r. W kodeksie tym znalazł się art. 238, w którym przewidywano typ przestępstwa polegającego na zabiciu człowieka w pojedynku lub spowodowaniu w pojedynku uszkodzenia ciała. Przestępstwo to było zagrożone karą więzienia do lat 5 lub karą aresztu. Rzuca się tu w oczy nie tylko łagodna sankcja za zabójstwo, ale również możliwość wymierzenia kary aresztu. Jak wiadomo, kodeks karny z 1932 r. przewidywał dwa rodzaje kary pozbawienia wolności: więzienie i areszt, przy czym areszt uważano za niehańbiącą karę pozbawienia wolności, co przejawiało się m.in. w innym traktowaniu aresztantów, którzy w przeciwieństwie do więźniów nie mieli obowiązku wykonywania wskazanej im pracy.
Szczególną kategorię przestępstw, z punktu widzenia ich oceny moralnej, stanowią przestępstwa polityczne. Zwłaszcza w wieku XIX w Europie wytworzyło się silne przeświadczenie o przestępcy politycznym jako o romantycznym bohaterze walczącym o wolność przeciwko tyranii. Znalazło to swoje odbicie w uregulowaniach prawnych, nakazujących inne traktowanie więźniów politycznych, a ponadto wtedy właśnie, w XIX w., wykształciła się zasada nie wydawania przestępców politycznych.
Ale ów mit szlachetnego przestępcy politycznego zaczął się załamywać pod wpływem doświadczeń historycznych - dawni więźniowie polityczni (np. Stalin, Hitler) stawali się później krwawymi dyktatorami obciążonymi zbrodniami ludobójstwa. Okazało się bardzo dobitnie, że przestępca polityczny przestępcy politycznemu nierówny, że należy zwracać baczną uwagę na motywującą przestępców politycznych ideologię. Stopniowo zaczęło się też wykluczanie z pojęcia przestępcy politycznego sprawców posługujących się przemocą, zwłaszcza mającą cechy terroryzmu. Współcześnie przestępstw terrorystycznych w naszym kręgu cywilizacyjnym nie uważa się za zasługujące na łagodniejszą ocenę moralną. Można powiedzieć, że wręcz przeciwnie. W prawie polskim już konstytucja w art. 55 ust. 2 nakazuje inaczej traktować (w kontekście zakazu ekstradycji) przestępców politycznych, jeżeli ich czyny nie były związane z użyciem przemocy. W obowiązującym kodeksie karnym wykonawczym podtrzymuje się koncepcję przestępcy ideowego, stanowiąc w art. 107, że skazani za przestępstwo popełnione z motywacji politycznej, religijnej lub przekonań ideowych odbywają karę w oddzieleniu od skazanych za inne przestępstwa; mają prawo do własnej odzieży, bielizny i obuwia oraz nie podlegają obowiązkowi pracy. Z uprawnień tych nie korzystają jednak skazani za przestępstwa związane z użyciem przemocy.
Jakie przestępstwa są współcześnie traktowane jako nie zasługujące na dyskwalifikację moralną? Myślę, że jest wiele takich sytuacji w ramach obowiązujących uregulowań prawno-karnych, np. inaczej pod względem moralnym traktujemy spowodowanie uszkodzenia ciała człowieka wówczas, gdy następuje ono w trakcie przekroczenia granic obrony koniecznej. Ale głównym problemem w tym zakresie są na pewno przestępstwa nieumyślne, a wśród nich te, które stanowią statystycznie część najważniejszą, mianowicie wypadki drogowe. Myślę, że co do nich podejście jest dwojakie. Mianowicie z silnym potępieniem moralnym spotykają się sprawcy przestępstw drogowych popełnionych w stanie nietrzeźwości albo w związku z umyślnym przekroczeniem zasad bezpieczeństwa, np. w wyniku jazdy z nadmierną prędkością. Inne jest natomiast podejście do sprawców, którzy spowodowali wypadek w wyniku niedostatecznej koncentracji lub nie sprostania trudnej sytuacji drogowej.
Problem zróżnicowanej oceny moralnej przestępstw pozostaje więc aktualny.
Lech Gardocki, pierwszy prezes Sądu Najwyższego
źródło: Rzeczpospolita, 12.06.2006