Asesor powinien pomagać sędziemu, a nie wydawać wyroki
Obniżenie dolnej granicy wieku sędziego i skrócenie stażu asesora - to wariant awaryjny Ministerstwa Sprawiedliwości, na wypadek gdyby Trybunał uznał ich uprawnienia za niekonstytucyjne
Ministerstwo Sprawiedliwości nie jest osamotnione w poglądzie, że gdyby TK odsunął asesorów od wydawania wyroków z dnia na dzień, wymiar sprawiedliwości by się zablokował. Ale ma pomysły na wszelki wypadek.
Rozwiązanie rezerwowe
Krzysztof Józefowicz, wiceminister sprawiedliwości, widzi możliwość zmian, gdyby obecny model sądzenia został podważony. Zmierzają one do ograniczenia roli asesorów. Można więc obniżyć wiek wymagany od sędziego z ukończonych 29 do np. 28 lat. Co ciekawe, jeszcze kilka lat temu wynosił on 26 lat. Można by też skrócić okres wymaganej od sędziego asesury - to obecnie co najmniej trzy lata. Sam minister Józefowicz przyznaje, że za jego czasów wynosiła tylko rok.
Zdaniem wiceministra problem asesorów będzie umierał śmiercią naturalną. Obecna wyjątkowo duża ich liczba (przypomnijmy: przy 5237 sędziach sądów rejonowych jest aż 1637 asesorów - to 23,8 proc. orzekających) bierze się z tego, że od kilku lat systematycznie zwiększano liczbę sędziów w Polsce. Adepci Temidy nie mogli zaś zbyt szybko zostawać sędziami, zostawali więc asesorami. Teraz, gdy stan liczebny sędziów już się stabilizuje, asesorzy będą powoływani tylko na zwalniane stanowiska, a ich liczba powinna spaść do 300 - 400.
Manipulowanie czasem to wariant awaryjny, na wypadek gdyby TK - uznając asesurę za niekonstytucyjną - pozwolił jej przez jakiś czas funkcjonować. Na czas definitywnego zakazu MS musiałoby wymyślić zupełnie nowe rozwiązania, które zdaniem ministra Józefowicza będą gorsze od obecnych.
Dyskutowano o tym już przed wojną
Czy asesorowi można powierzyć władzę sądowniczą, skoro konstytucja wymiar sprawiedliwości oddaje w ręce sądów? - to pytanie stawiano w Polsce już w międzywojniu - przypomina dr Waldemar Gontarski, dyrektor Centrum Ekspertyz Prawnych ZPP. - Asesor pełniący powierzone mu przez ministra czynności sędziowskie jest formalnie niezawisły, nie korzysta jednak z sędziowskiej gwarancji nieusuwalności, gdyż minister decyduje o przedłużeniu okresu tzw. wotum, czyli prawa orzekania. W świetle orzecznictwa strasburskiego taka praktyka wydaje się sprzeczna z art. 6 ust. 1 konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności - argumentuje dyr. Gontarski. Jeśli chcemy dostosować polskie ustawodawstwo do standardów strasburskich, to spór, czy asesura jest przedłużeniem aplikacji czy normalnym wykonywaniem obowiązków sędziowskich, należy przesądzić na rzecz pierwszej koncepcji. Przy takim podejściu można by rozbudować instytucję asystenta sędziego, powszechną w krajach praworządnych.
- Z mojej praktyki biegłego wynika, że asesorom powierza się sprawy zbyt skomplikowane (ustawa nie reguluje tej kwestii), a poza tym asesura trwa za długo. Ale tutaj dotykamy szerszego problemu, sędziowskiej ścieżki awansu - powiedział "Rz" dyr. Gontarski.
Problem konstytucyjny zostanie
Pomysły ministerstwa powinny zminimalizować problem, ale go nie wyeliminują. Prof. Piotr Winczorek, który uważa, że wiele przemawia za niekonstytucyjnością asesury, rozwiązanie widzi w takim przemodelowani statusu asesorów, by nie orzekali, lecz pomagali sędziom w przygotowaniu rozpraw, wyroków, uzasadnień. Zastrzega jednak, że nie ma praktyki sądowej, więc nie wie, czy to da się pogodzić. Z drugiej strony pojawić się mogą zastrzeżenia co do konstytucyjności takiego współdziałania. W każdym razie o wyroku powinien decydować sędzia.
Prof. Piotr Kruszyński, znany procesualista karny, uważa za skandal, że do tej pory nie zajęto się asesorami. Jego zdaniem nikt przed nominacją sędziowską nie powinien orzekać np. o wolności obywatela (areszcie) ani wydawać wyroków. Należy odebrać asesorom te kompetencje, a wystarczy do tego rozporządzenie ministra sprawiedliwości. Mogliby natomiast orzekać w sprawach o wykroczenia czy w postępowaniu uproszczonym (w sądach grodzkich).
Natomiast zastąpienie niedoświadczonych asesorów jeszcze młodszymi sędziami niczego właściwie nie zmieni - poza tym, że uzyskają atrybut niezawisłości (zniknie strach przed odmową nominacji).
MAREK DOMAGALSKI
źródło: Rzeczpospolita, 3.11.2006