Ziobro oszukuje Polaków
List otwarty do Ministra Sprawiedliwości
Panie Ministrze,
Publicznie oświadczył Pan, że do debaty ze mną nie stanie. Uważam, że uczynił Pan tak dlatego, że boi się merytorycznej dyskusji.
Oszukuje Pan Polaków, przechwalając się swymi rzekomymi sukcesami. Udając troskę o szarego człowieka, próbuje Pan żerować na jego naiwności, kierując się zasadą Pańskiego partyjnego kolegi posła Jacka Kurskiego, że „ciemny lud to kupi”.
Ja cenię sobie Polaków, ich inteligencję i rozsądek. Ogół Polaków to na szczęście nie „ciemny lud” i tego, co im Pan wtyka już „nie kupi”.
Przestępczość spada i rośnie zarazem
Twierdzi Pan, że od czasu, kiedy został Ministrem Sprawiedliwości, spadła przestępczość.
Ministrem został Pan jesienią 2005 roku. Tymczasem przestępczość zaczęła spadać od roku 2003, a np. liczba zabójstw spada już od roku 2001.
To stała tendencja, której przyczyny łatwo wytłumaczyć: niż demograficzny i zmniejszenie się liczby młodych mężczyzn, a więc tych, spośród których rekrutuje się większość sprawców przestępstw. Na dodatek ta grupa wiekowa mężczyzn stanowi większość z blisko dwumilionowej rzeszy emigrantów zarobkowych. Także dobra koniunktura gospodarcza - efekt wstąpienia Polski do UE sprzyja spadkowi przestępczości.
Żadna z przyczyn nie ma nic wspólnego z Pana działalnością. Równie dobrze na konto rządu można by zapisać łagodną zimę zeszłego roku jako wyraz skutecznej troski o los bezdomnych.
Twierdzi Pan, że przestępczość za pańskiej kadencji spadła o 18 proc. To nieprawda. W roku 2006 w stosunku do roku 2005 spadła o 6,7 proc. To spadek identyczny jak w latach 2003/04, kiedy rządził rząd SLD.
Chwali się Pan spadkiem liczby przestępstw, a jednocześnie, wszystkie próby zaostrzania represji karnej uzasadnia rzekomo wciąż rosnącą przestępczością. Sądzi pan, że „ciemny lud” nie zna logicznej zasady sprzeczności?
Chwali się Pan skuteczną walką z korupcją. Równocześnie insynuuje, że „poprzednie rządy przymykały na nią oko”. Jakie sukcesy na tym polu Pan odnotował? Zatrzymanie dr. Mirosława G. i „aresztowanie” jego wiecznych piór i koniaków oraz wypowiedzenie przy tej okazji słów, których chyba Pan dziś żałuje? Zatrzymanie i aresztowanie burmistrza Helu i kandydatki na posłankę z PO?
Za poprzednich rządów, bez kosztownego i wszechwładnego CBA, bez takiej skali inwigilacji obywateli aresztowano za korupcję też kilku prezydentów miast, burmistrzów, wójtów. Śledztwa w sprawie mafii paliwowej, węglowej, w sprawie korupcji w piłce nożnej wszczęli jeszcze Pana poprzednicy. Dlaczego przywłaszcza Pan sobie ich sukcesy?
Pisze Pan: „Od kiedy objąłem urząd Ministra Sprawiedliwości wykrywalność przestępstw korupcyjnych wzrosła o 100 procent”. Chyba nie rozumie Pan pojęć, którymi się posługuje. Przestępstwa korupcyjne (podobnie jak np. drogowe czy złośliwej niealimentacji) z samej istoty rzeczy mają blisko 100-proc. wykrywalność, bo wszystkie „ujawnione” są zarazem „wykryte”. Wyjątkowo tylko może się zdarzyć, że wiadomo, że była łapówka, tylko nie wiadomo, kto i komu ją dał. Jeśli dotąd wykrywalność przestępstw korupcyjnych wynosiła blisko 100 proc., a Pan ją zwiększył o następne 100 proc., to obecnie wynosi już blisko 200 proc.? Czy i to „ciemny lud kupi”?
Paraliżujące reformy
Pana osobiste „sukcesy” to nieudana próba ekstradycji Edwarda Mazura czy zatrzymanie Janusza Kaczmarka. W pierwszej z tych spraw Pan i pańscy prokuratorzy skompromitowaliście się przed sądem amerykańskim. W tej drugiej - przed polskim sądem rejonowym, który wykazał bezzasadność zatrzymania. Do listy Pańskich „sukcesów” zalicza się też fiasko w poszukiwaniach wydumanych kont lewicy w bankach szwajcarskich, a także proces o „inwigilację prawicy”, w którym pańscy podwładni nie zdążyli na czas złożyć apelacji.
Chwali się Pan, że zreformował wymiar sprawiedliwości. Pan go nie tylko nie zreformował, ale przez brak kompetencji i nadzwyczajną pewność siebie niemal sparaliżował, a dalsze konsekwencje Pańskich fatalnych pomysłów będą się ciągnąć jeszcze przez całe lata.
Sądy 24-godzinne sądzą głównie pijanych rowerzystów. W tym trybie sądzony jest niewielki odsetek wszystkich spraw. Żadnych pozytywnych efektów to nie dało, przeciwnie, zdezorganizowało pracę sądów i przy okazji policji.
Pisana na kolanie nowelizacja kodeksu postępowania karnego zmieniająca właściwość sądów spowodowała, że setki spraw toczących się w sądach rejonowych trafiło teraz do sądów okręgowych, gdzie zaczynają się od początku. Tysiące ludzi będzie po raz drugi wzywanych i przesłuchiwanych, co opóźni wydawanie wyroków. Ponowna nowelizacja „odkręcająca” poprzednią spowodowała jeszcze większy zamęt.
Przekazaniu setek spraw z sądów rejonowych do okręgowych nie towarzyszyło zwiększenie liczby sędziów sądów okręgowych. Wydłuży się jeszcze kolejka spraw czekających na rozpoznanie.
To nie wszystko. Ponad 20 proc. orzekających w sądach I instancji to nie sędziowie, ale asesorzy sądowi. Od ponad roku w Trybunale Konstytucyjnym leży skarga zarzucająca niezgodność tego stanu rzeczy z konstytucją. Asesor to nie sędzia, nie jest niezawisły. Rok temu TK wydał postanowienie sygnalizacyjne adresowane do władzy ustawodawczej wskazujące na niekonstytucyjność orzekania przez asesorów. W najbliższym czasie - 24 października 2007 r. Trybunał najprawdopodobniej wyda w tej sprawie wyrok. Asesorom nie będzie wolno orzekać. Grozi to jeśli nie paraliżem sądów rejonowych, to w każdym razie wydłużeniem czasu oczekiwania na rozpoznanie sprawy.
Co Pan zrobił, aby temu paraliżowi zapobiec? Nic.
Upolitycznił Pan prokuraturę i poprzez nowelizację ustawy o prokuraturze pozbawił prokuratorów resztek niezależności. Zwracało na to uwagę m.in. Stowarzyszenie Prokuratorów RP.
Wiele szczegółów tego procesu ujawnił Pański niedawny współpracownik Janusz Kaczmarek. Mam nadzieję, że rzetelny proces zweryfikuje stawiane przez niego zarzuty. Komisja ds. służb specjalnych złożyła na Pana doniesienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przekroczenia uprawnień. Wierzę też, że będzie to kiedyś badać komisja śledcza.
Do końca świata rządzić przecież nie będziecie.
Hołdując anachronicznej filozofii prawa karnego, ignorując blisko 200-letni dorobek nauki kryminologii, dąży Pan ustawicznie do zaostrzania polityki karania. Nowelizacje kodeksu, którym Pan patronuje od lat, psują kodeks karny. Powstają takie dziwolągi prawne i niekonsekwencje, chyba nawet przez Pana niezamierzone, jak ten, że łagodniej od zwykłego nieletniego gwałciciela traktowany jest nieletni, który zgwałcił w sposób szczególnie okrutny.
W aresztach i zakładach karnych przebywa dziś blisko 90 tysięcy ludzi, podczas gdy miejsc - licząc na 1 osobę 3 m kw. - jest co najwyżej dla 60 tysięcy. Na Euro 2012 zamiast stadionów chce Pan budować kolejne więzienia. Większość tych sprawców drobnych przestępstw w ogóle nie powinna się znaleźć w kryminale. Jak przy takim przeludnieniu zakładów karnych możliwa jest resocjalizacja? Pobyt w takich warunkach więziennych skutkuje recydywą.
Ci ludzie kiedyś przecież wyjdą na wolność. Tymczasem brakuje kuratorów sądowych. Zawodowych kuratorów jest tylko ok. 2000, podczas gdy specjaliści szacują, że powinno ich być co najmniej trzy razy więcej. Dozór kuratora w tych warunkach staje się fikcją. Od ponad dwustu lat wiadomo, że lepiej zapobiegać przestępstwom, niż za nie karać. Co zrobił Pan dla profilaktyki? Czy poza powszechnym podsłuchiwaniem tysięcy Bogu ducha winnych obywateli ma Pan jakiś program zapobiegania korupcji?
Wszyscy jesteśmy podejrzani
Chwali się Pan, ile to zrobił dla prostego człowieka. To, co Pan zrobił, aby ułatwić ludziom dochodzenie swych spraw przed sądami cywilnymi? Czy dalsze formalizowanie procedury cywilnej temu służy? Czy tego szarego człowieka, o którego się Pan podobno tak troszczy, stać na toczenie sądowego sporu? A co Pan zrobił dla poprawy egzekwowalności wyroków cywilnych?
Wszystkich, którzy kwestionują Pańskie pomysły, Pańska partia nazywa „frontem obrony przestępców”. Do tego frontu „zapisał” Pan zdaje się większość profesorów prawa, adwokatów.
Pan nas obraża. My też chcemy walczyć z przestępczością, my też chcemy żyć w kraju bezpiecznym. Ale uważamy, że nie wolno poświęcać wolności obywatelskich i praw człowieka w imię najszczytniejszych nawet celów. Innymi słowy, jesteśmy za walką z przestępczością, która toczy się w granicach państwa prawa.
My nie bronimy przestępców. My tylko nie chcemy, aby ludzi niewinnych traktowano jak przestępców. Upominamy się też o prawa ludzkie dla przestępców, którzy przecież nie przestali być ludźmi.
Nie chcemy aby ludzie musieli bać się bandytów, ale też nie chcemy, aby człowiek niewinny, ten tak przez Pana często przywoływany „szary człowiek”, musiał bać się państwa. Aby nie musiał bać się, że jest podsłuchiwany, inwigilowany, na wszelki wypadek aresztowany, umieszczony w areszcie wydobywczym.
Nie chce Pan odbyć ze mną debaty przedwyborczej. Pana sprawa.
Ale debata o Pańskiej działalności w roli Prokuratora Generalnego i odpowiedzialności za tę działalność i tak się odbędzie. Mam nadzieję, że nie tylko w mediach. I nie tylko z moim udziałem.
Jan Widacki
adwokat
źródło: Gazeta Wyborcza, 1.10.2007