szukaj >

Adw. Andrzej Michałowski: głos w dyskusji nad modelem wymiaru sprawiedliwości

 

Drobne korekty czy zasadnicza zmiana systemu

 

Ustanowienie ministra sprawiedliwości organem nadzoru nad wolnymi zawodami prawniczymi to zawsze krok w stronę ograniczenia praw i swobód obywatelskich

 

W debacie publicznej o wymiarze sprawiedliwości nie chodzi o zbudowanie nowoczesnego systemu świadczenia pomocy prawnej, ale o igrzyska.

Po znowelizowaniu ustaw o adwokaturze i innych zawodach prawniczych wydawało się, że nareszcie można skoncentrować się na rzeczywistych problemach związanych z nowoczesnym świadczeniem pomocy prawnej. Problemach, które są istotne dla obywateli, a nie dla prawników.

Chleba czy igrzysk

Sytuacja jest jednak trudniejsza, niż się wydawało. W debacie publicznej o wymiarze sprawiedliwości, przynajmniej do tej pory, nie chodzi o zbudowanie nowoczesnego systemu świadczenia pomocy prawnej, ale o igrzyska.

Pojawiły się apele o połączenie adwokatów z radcami prawnymi, jakby to był najbardziej palący problem wymiaru sprawiedliwości. Podaje się proste recepty, które sprowadzają się do podniesienia progu zagrożenia ze strony państwa w stosunku do pełnomocników i ingerencji w prawo do obrony, czy zapowiedzi opiniowania zasadności wyroków przez organy pozasądowe. To wszystko łatwo daje się opisać w relacjach prasowych. To wywołuje poklask. Oczywiście do czasu, kiedy entuzjaści sami będą musieli skorzystać z prawa do sądu czy prawa do obrony.

Czy jednak naprawdę system świadczenia pomocy prawnej na miarę XXI wieku ma zostać ograniczony do kilku korekt państwowego wymiaru sprawiedliwości (niemal wyłącznie w zakresie prawa karnego) i do prezentowanego dotąd poziomu wyobraźni o jego funkcjonowaniu?

W Anglii raport Clementi

W 2004 roku w Wielkiej Brytanii został opracowany raport lorda Davida Clementi na temat modelowej regulacji rynku usług prawniczych. Według niego najważniejsi są klienci - obywatele. Nie państwo czy prawnicy. Klienci oczekują wyłącznie wyższej jakości usług prawników i niższych kosztów. Są za to gotowi zapłacić ryzykiem związanym ze swobodnym wyborem prawnika, który przecież nie musi im pomóc, za to może poważnie zaszkodzić. Są też gotowi zaryzykować niedokładności wynikające z przyspieszenia procedowania. W tej sytuacji podstawowym zadaniem ustawodawcy - zdaniem autorów raportu - jest zapewnienie klientom informacji o standardach świadczenia usług prawniczych, by mogli podejmować racjonalne decyzje związane z wyborem prawnika.

Ustawodawca ma też wspierać konkurencję. Nie tylko między poszczególnymi prawnikami, ale także między zawodami prawniczymi i organizacjami prawników. Miałoby temu służyć utworzenie rady nadzoru nad systemem pomocy prawnej złożonej także, a może przede wszystkim, z nieprawników. Nadzór nad całym systemem pomocy prawnej sprawowałby więc nie odpowiednik naszego ministra sprawiedliwości, lecz niezależny organ.

Ustanowienie ministra sprawiedliwości organem nadzoru nad wolnymi zawodami prawniczymi to zawsze krok w stronę ograniczenia praw i swobód obywatelskich. Kompetencje takiego ministra są natomiast nie do zakwestionowania w zakresie sprawności państwowego wymiaru sprawiedliwości.

Raport Clementi nie pozbawia samorządów prawniczych funkcji regulacyjnych (sprawowanych pod nadzorem), ale wymaga jednoznacznego rozdzielenia ich od funkcji przedstawicielskich. W takim układzie minister sprawiedliwości realizowałby interes państwa, rady nadzoru kładłyby nacisk na realizację interesu publicznego, natomiast organy samorządów zawodowych przede wszystkim reprezentowałyby interesy członków korporacji. Tylko w taki sposób zostanie zapewniona równowaga - twierdzą autorzy raportu.

U nas inaczej

Zapowiadane reformy wymiaru sprawiedliwości w Polsce są projektowane inaczej. Ograniczają się do zadeklarowania wzmocnienia państwowego wymiaru sprawiedliwości oraz wzmocnienia uprawnień ministra w stosunku do korporacji prawniczych. W kraju, w którym podstawowym zagrożeniem dla obywatela zawsze było przede wszystkim wszechmocne państwo i przed nim obywatel potrzebował ochrony, ci, którzy mogliby tej ochrony profesjonalnie udzielić, zostaną poddani władztwu tego państwa.

Jedynym remedium na dotychczasowe wady systemu pomocy prawnej ma być wolny rynek rozumiany w specyficzny sposób. Do funkcjonujących dwóch grup zawodowych adwokatów i radców prawnych, uzupełnianych przez doradców podatkowych czy rzeczników patentowych, dołącza coraz większa rzesza osób świadczących pomoc prawną, a nie podlegających żadnym odrębnym regulacjom właściwym dla prawników wykonujących zawody regulowane (zasadom postępowania, regułom dyscyplinarnym, przymusowemu ubezpieczeniu). Można oczywiście założyć, że taka sytuacja spowoduje spadek cen, a więc jedną z dwóch oczekiwanych przez klientów reakcji przyszłego rynku usług prawniczych. Można przyjąć, że klientom należy pozostawić ryzyko poniesienia porażki związanej z niewłaściwym wyborem prawnika lub nie-prawnika - przedsiębiorcy parającego się pomocą prawną. Ryzyko, które przecież i dzisiaj im towarzyszy.

Czy będzie to prawo dla obywateli

Warto jednak zastanowić się, dlaczego w Wielkiej Brytanii rozważania o przyszłości systemu pomocy prawnej zmierzają w innym kierunku niż w Polsce. Zamiast bez ograniczeń uwalniać działalność gospodarczą prawników, czyniąc z nich biznesmenów, próbuje się raczej tworzyć kilka grup prawniczych zawodów, działających na regulowanym rynku, z których każda miałaby swoją reprezentację artykułującą jej interesy, a wszystkie podlegałyby tym samym podstawowym regułom wykonywania zawodu w zakresie deontologii, dopuszczalnej informacji o świadczonych usługach, sankcji dyscyplinarnych. Kontrola przestrzegania tych reguł, w interesie klientów i zdrowej konkurencji, powierzana byłaby organizacjom nadzoru nad całym segmentem usług prawniczych. Organowi państwowemu, ale nie rządowemu. Bez takiej przebudowy same zmiany procedur sądowych służą tylko państwu. Nie obywatelom.

Może warto skorzystać z dorobku raportu Clementi. Nie tylko z głębokiej analizy celu tworzenia nowego prawa, ale i ze sposobu dochodzenia do nowych rozwiązań.

Sam lord David Clementi jest prezesem jednej ze spółek ubezpieczeniowych. Nie jest prawnikiem. Zespół pracujący pod jego kierunkiem składał się głównie z nie-prawników. Rząd brytyjski chciał uzyskać w ten sposób rzetelną analizę i niezależne propozycje. W naszym Ministerstwie Sprawiedliwości nad reformą pracuje podobno trzydzieści zespołów, a trzydziesty pierwszy koordynuje ich prace. Składają się z urzędników ministerstwa. Czy przygotują prawo dla obywateli?

 

Andrzej Michałowski

adwokat w Warszawie

członek Prezydium Naczelnej Rady Adwokackiej

 

źródło: Rzeczpospolita, 5.04.2006

Biuletyn Informacji Publicznej Naczelnej Rady Adwokackiej redaguje adw. Rafał Dębowski
e-mail: redaktor.bip@nra.pl
Osoba odpowiedzialna za treść: adw. Rafał Dębowski
Data modyfikacji: 2006/04/08 12:48:23
Redaktor: Główny redaktor Biuletynu