Łamią prawo na potęgę
Jeżeli ktoś twierdzi, że masowe przesłuchania działaczy PO w trakcie
kampanii to rutynowe działania prokuratury, łże jak pies ? mówi
Kazimierz Olejnik, zastępca prokuratora generalnego w rządzie
Marka Belki, w rozmowie z Maciejem Dudą i Bertoldem Kittelem.
Newsweek: Potajemne nagrania stały się wizytówką kampanii wyborczej. Show prokuratury z Kaczmarkiem w roli głównej czy łapówki w gabinecie Mirosława G. telewizje pokazywały w porach najlepszej oglądalności. Co pan myśli o tej nowej formie prezentowania sukcesów prokuratury?
Kazimierz Olejnik: To woła o pomstę do nieba. Za każdym razem, gdy Zbigniewa Ziobrę spotykają kłopoty i musi się bronić, spontanicznie zgłasza się warszawska prokuratura lub inna, która melduje, że ma dowody dyskredytujące politycznych oponentów ministra.
Ujawnia się metody pracy operacyjnej służb na potrzeby jego rozgrywek.
Sprawę przeciwko Kaczmarkowi odtajniono tylko po to, by pomóc Ziobrze. A już zbrodnią procesową było to, co stało się w programie TVN Teraz My.
Zobaczyliśmy na taśmie nagranie nie tylko samego doktora Mirosława G., ale także świadków. Została złamana zasada lojalności i wzajemnego zaufania między prokuratorem a świadkami. Ci ludzie zgodzili się rozmawiać ze śledczymi i z sądem. Ale nie zgodzili się na występowanie w telewizji, w spocie wyborczym Ziobry. Decyzję o ujawnianiu podejmuje wprawdzie usłużny prokurator prowadzący śledztwo, lecz ogłasza ją minister na konferencji prasowej. Widać, że minister wykorzystuje prokuraturę do prywatnych i politycznych celów.
Czy ujawnienie dowodów mogło zaszkodzić wyjaśnieniu przecieku w sprawie akcji Centralnego Biura Antykorupcyjnego w resorcie rolnictwa?
- W pewnych sytuacjach prokurator może zdecydować, że ujawnia dowody, ale tylko ze względu na dobro prowadzonego śledztwa. Przecież CBA miało wiele tropów prowadzących do sprawców przecieku. Ale po wywiadach i zeznaniach
Kaczmarka o patologiach w Ministerstwie Sprawiedliwości ważniejsze było zdyskredytowanie byłego szefa MSWiA, obrzucenie go błotem niż wykrycie źródła przecieku. I dlatego ujawnili nagrania z kamer w hotelu Marriott i z podsłuchów telefonicznych. Zrobili to z pełną świadomością, że już nigdy nie odkryją, kto był prawdziwym źródłem przecieku.
Przed komisją ds. służb specjalnych minister Kaczmarek mówił, że prokuratura jest wykorzystywana do zwalczania opozycji. Jest?
- A nie jest? To czym w takim razie jest sprawa masowego wzywania młodych działaczy Platformy na miesiąc przed wyborami, by zeznawali w śledztwie w sprawie finansów PO? Jeżeli ktoś próbuje nam wmówić, że są to rutynowe
działania prokuratury, łże jak pies. Takie sprawy załatwia się w ciągu pierwszego miesiąca śledztwa, a nie pod koniec, w przeddzień wyborów. A sprawdzanie przez CBA bodaj 80 tys. przypadków sprzedaży nieruchomości z ostatnich 17 lat w Trójmieście? Tu chodzi o wrzucenie nazwiska w komputer i wyciągnięcie obciążających informacji: proszę, pan Kowalski, kandydat opozycji, 10 lat temu kupił grunt po zaniżonej cenie. W państwie policyjnym zbiera się kwity na wszystkich, bo potem, zarzucając sieć, zawsze się kogoś złapie. Ale jest to niekonstytucyjne, niezgodne z prawem, a ci, którzy to robią, popełniają przestępstwo.
Czy CBA przeprowadziło operację w Ministerstwie Rolnictwa zgodnie z zasadami sztuki?
- Kiedy byłem czynnym prokuratorem, brałem udział w przygotowywaniu ram prawnych dla działań specjalnych, w tym prowokacji. I widzę dwa poważne uchybienia w tej akcji. Po pierwsze, tego rodzaju działania mogą być podejmowane wobec osób, które zajmują się działalnością przestępczą.
Prowokacja ma udokumentować i przeciąć taką działalność. W tym przypadku było to wątpliwe. Trudno bowiem zakładać, że wicepremier rządu na co dzień popełnia przestępstwa. Po drugie, żadna ze służb, która prowadzi działania specjalne, nie jest upoważniona do fałszowania dokumentów. Tymczasem w tej sprawie fałszowano dokumenty dotyczące działek. W moim przekonaniu zostało popełnione przestępstwo.
Dlaczego w prokuraturze nikt głośno nie protestuje przeciw takim praktykom ministra?
- Minister dokonał w prokuraturze totalnej czystki. Na najwyższe stanowiska awansował prokuratorską młodzież,
bez doświadczenia, bez dorobku. Ci ludzie są słabi, wszystko zawdzięczają Ziobrze i dlatego mu się nie przeciwstawiają.
Ci zaś, którzy mają inny pogląd, nie mają dzisiaj nic do gadania, bo nikt ich o zdanie nie pyta. A gdyby chcieli sami wystąpić, przeciwstawić się złu, które trawi teraz prokuraturę, ich przełożeni znajdą na nich skuteczny bat: oddelegowanie na 12 miesięcy na drugi koniec Polski, do jakiejś dziury. W takich warunkach nie ma mowy o niezależności prokuratury.
Uda się kiedykolwiek wyjaśnić, czy zarzuty pod adresem Ziobry są prawdziwe?
- Trzeba przeczytać dokumenty w kancelariach tajnych ABW, CBA i prokuraturze. A potem sięgnąć do materiałów źródłowych i porównać, czy to, co było we wniosku, jest wzięte z księżyca, czy ma potwierdzenie w materiale dowodowym. Wtedy poznamy prawdę.
źródło: Newsweek Polska nr 42/07
Redakcja BIP dziękuje NEWSWEEK POLSKA za wyrażenie zgody na przedruk wywiadu