Trzeba przyspieszyć sądowe postępowania, lecz innymi metodami
Jak subordynować głównych aktorów procesu
Nikt nie jest odpowiednim sędzią we własnej sprawie
Kierownictwo Ministerstwa Sprawiedliwości zwraca słusznie uwagę, że jedną z przyczyn opieszałości postępowań sądowych są działania ich uczestników. Wymaga to niewątpliwie regulacji ustawowej. Trzeba jednak pamiętać, że materia jest niesłychanie delikatna.
Szybkość postępowania jest oczywiście ważna, ale równie ważne jest to, aby inne istotne zasady procesu karnego nie zostały naruszone. Takie na przykład, jak prawo do obrony, zasada uczciwego procesu czy równości wobec prawa.
Jeżeli bowiem sędzia w danym procesie będzie orzekał tak surowe kary porządkowe, jak proponuje MS, to ucierpi na tym prawo do obrony, gdyż adwokaci będą bać się zgłaszać wnioski dowodowe oraz zarzuty dotyczące rzetelności procesu. Nie zapominajmy bowiem, że na sali sądowej przeciwnikiem obrońcy bywa nierzetelny i stronniczy sędzia. Nadto nie będzie tu mowy o równości stron, gdyż adwokatów dotkną wysokie kary, a np. niedbałych prokuratorów, policjantów czy sędziów już nie.
Powstaje poza tym podstawowa wątpliwość, czy tak surowe kary mogą być wymierzane w postępowaniu wypadkowym, bez całościowo prowadzonego procesu! Przecież proponowane grzywny mogą znacznie przewyższać te, które są wymierzane w zwyczajnym postępowaniu karnym. Zostanie także naruszona zasada nemo iudex idoneus in propria causa (nikt nie jest odpowiednim sędzią we własnej sprawie), gdyż o karze za obrazę sądu ma decydować ten właśnie spostponowany sąd.
Wydaje się więc, że zaproponowane zmiany zostaną uznane za przejaw fobii anty-adwokackiej i skompromitują próbę poprawy sprawności postępowania.
Prostszym i skuteczniejszym rozwiązaniem wydaje się wprowadzenie do kodeksu karnego oddzielnego paragrafu w art. 239 (dotyczącym przestępstwa poplecznictwa), regulującego odpowiedzialność wszystkich uczestników postępowania sądowego za jego zawinione opóźnienia. Na tej właśnie podstawie będzie można prowadzić odrębne postępowanie karne przeciwko wszystkim osobom, które swoim działaniem czy zaniechaniem przyczyniły się do utrudnienia prowadzenia danego postępowania karnego. Nie tylko przeciwko adwokatom, ale i sędziom, prokuratorom, biegłym, świadkom, policjantom.
Taką sprawę powinien jednak rozpatrywać nie ten sam sąd, nie będzie wtedy obaw o stronniczość, osobistą niechęć czy też zastraszanie obrońcy. Nie będzie też emocjonalnych napięć wynikłych z realiów konkretnej sprawy. Sędziowie są też ludźmi i niekiedy utożsamiają oskarżonego z jego obrońcą, na tego ostatniego przelewając pewne frustracje wynikające z zawiłości rozpoznawanej sprawy. Nadto będzie tu możliwość starannego zbadania wszelkich okoliczności sprawy bez zbędnego pośpiechu i wymierzenia kary adekwatnej do wagi przewinienia. Niekoniecznie niższej niż projektowana, a może i wyższej. Jeżeli jeszcze tego rodzaju sprawy pozostawałyby w gestii sądów okręgowych, by wykluczyć zarzut, że rozpatrują je młodzi i niedoświadczeni sędziowie, to zostaną zachowane wszelkie standardy.
W ten sposób zachowany zostanie też cel ministerialnych postulatów, a jednocześnie projekt MS pozbawiony będzie wad, które go obecnie dyskwalifikują. Byłby to trwały wkład obecnej ekipy do polskiego prawa karnego, a nie, jak to rokuje obecnemu projektowi, efemeryda, która nie przysporzy sławy autorom, wręcz przeciwnie - zostanie uznana za akt bezprawny, akademicki przykład nieprzemyślanych zmian w ustawie i nawiązanie do pomysłów PRL. Same dobre chęci bowiem nie wystarczają, by pozytywnie zmieniać rzeczywistość. Trzeba jeszcze wiedzieć, jak to się robi, jakie skutki pociągną za sobą dane rozwiązania i czy nie przyniosą przypadkiem efektów odwrotnych do zamierzonych.
Mam jednak nadzieję, że projekt zostanie zmieniony na tyle, by nie naruszał podstawowych zasad gwarantujących uczciwy proces karny. Ministrowie przychodzą i odchodzą, a z dobrych rozwiązań ustawowych korzystać będą wszyscy.
Andrzej Nogal, adwokat
artykuł został opublikowany na łamach Rzeczpospolitej 20.04.2006 r.