Dobre i złe pomysły na zmiany kodeksu
karnego
Kodeks
karny jest wdzięcznym obiektem propozycji zmian i uzupełnień zgłaszanych przez
różne podmioty działające na scenie publicznej. Czasami propozycje te (zaliczam
do nich zwłaszcza niektóre poselskie projekty ustaw) nie są obliczone na to, że
zostaną zrealizowane - twierdzi pierwszy prezes Sądu
Najwyższego
Chodzi
raczej, zwłaszcza w okresach przedwyborczych, o zamanifestowanie pewnego poglądu
i zasygnalizowanie wyborcom, że ich przedstawiciele myślą tak jak oni. Nieco
inaczej wygląda to w przypadku projektów rządowych, zwłaszcza tych
przygotowywanych według pewnych założeń. Niezależnie od tego, czy się nam te
założenia podobają czy nie, musimy podejść do takich projektów zwiększą uwagą
niż do „fajerwerków legislacyjnych” poszczególnych grup posłów.
Na
stronie internetowej Ministerstwa Sprawiedliwości znajdujemy informacje o
przygotowywanej rozległej nowelizacji kodeksu karnego. Jej założenia
przedstawiono tam w krótkim wprowadzeniu: „Przygotowywane zmiany w kodeksie
karnym mają na celu racjonalizację polskiej polityki karnej. Nie przewiduje się
generalnego zaostrzenia sankcji, natomiast szereg zmian w przepisach części
ogólnej i części szczególnej kodeksu karnego ma doprowadzić do skutecznego
karania sprawców szczególnie brutalnych przestępstw, przestępstw o charakterze
terrorystycznym, przestępstw popełnionych przez członków grup przestępczych oraz
przestępstw korupcyjnych. Poprawione zostaną także błędy, jakie zostały
popełnione w obowiązującym kodeksie karnym z 1997 r.”.
Co
do rzekomego braku w projekcie generalnej tendencji do zaostrzania sankcji, to
nie do końca jestem przekonany, że tak jest. Spór o to, zwłaszcza na linii
prawnicy uniwersyteccy - ministerstwo, trwa. Osobiście nie uważam, że nie ma
takich przepisów w kodeksie karnym, których zaostrzenie byłoby racjonalne. Ale
są one nieliczne, bo w sumie obowiązujący kodeks nie jest wcale łagodny.
Chciałbym
jednak w tych rozważaniach zająć się innymi projektowanymi zmianami, ważnymi
praktycznie. Niektóre można od razu zaaprobować, inne budzą sprzeciw. Myślę, że
słuszna jest np. propozycja powrotu do starej koncepcji przestępstwa ciągłego
(tzn. tej, którą posługiwano się w czasie obowiązywania kodeksu karnego z 1969
r.). Przeciwko wprowadzeniu obecnej regulacji, wyróżniającej instytucję ciągu
przestępstw (art. 91 k.k.) i wąsko ujęte przestępstwo ciągłe (art. 12 k.k.),
występowałem już wtedy, gdy aktualny kodeks karny był jeszcze projektem.
Wskazywałem
na niejasność i niepraktyczność uregulowania. Na pewno przydadzą się też zawarte
w projekcie nowelizacji przepisy (ma to być art. 172a)
tworzące odrębne typy przestępstw fałszywego zawiadomienia o bezpośrednim
niebezpieczeństwie o charakterze powszechnym (np. fałszywym alarmie bombowym)
lub wywołania przekonania o tym, że zachodzi taka sytuacja (np. podłożenie
atrapy urządzenia wybuchowego). Takie przepisy proponowano już w 2002 r. w tzw.
projekcie prezydenckim zmian w k.k., który nigdy nie wszedł w życie. I są one na
pewno potrzebne, bo w tej chwili wobec sprawców takich czynów proponuje się
stosować przepisy o spowodowaniu niebezpieczeństwa powszechnego, ale takie
niebezpieczeństwo nie zawsze występuje, a z kolei przepisy kodeksu wykroczeń nie
wydają się wystarczająco surowe dla takich sytuacji.
Na
poparcie zasługuje też propozycja przywrócenia pojęcia kradzieży szczególnie
zuchwałej i wprowadzenia pojęcia kradzieży kieszonkowej. Zwłaszcza ta ostatnia
propozycja odpowiada potrzebom praktyki, bo przesądza o tym, że kradzież
kieszonkowa będzie zawsze przestępstwem, a nie wykroczeniem, niezależnie od
wartości przedmiotu skradzionego. Skoro już jesteśmy przy przestępstwach
przeciwko mieniu, to na aprobatę zasługuje też powrót do uregulowań kodeksów z
1969 i 1932 r., które, opisując przestępstwa kradzieży i przywłaszczenia,
posługiwały się pojęciem „cudze mienie”, co nie budziło większych problemów
interpretacyjnych. W kodeksie z 1997 r. zastąpiono ten zwrot określeniem „cudza
rzecz”, uzasadniając to potrzebą dostosowania przepisów karnych do terminologii
cywilistycznej. To posunięcie legislacyjne zupełnie się jednak nie opłaciło,
przynosząc wiele nowych problemów i wątpliwości.
A
teraz dwie uwagi krytyczne. Pierwsza dotyczy ujęcia bardzo ważnego praktycznie
przepisu, mianowicie art.177, w którym opisano różne odmiany przestępstwa
spowodowania wypadku komunikacyjnego. Wracając na chwilę do nieodległej historii
tego przepisu i jego odpowiednika w k.k. z 1969 r., przypomnijmy, że w
poprzednio obowiązującym kodeksie mieliśmy art. 145, który dla uznania tego, co
potocznie nazywamy wypadkiem drogowym, za przestępstwo, wymagał, aby skutkiem
naruszenia przez sprawcę reguł bezpieczeństwa w ruchu drogowym było uszkodzenie
ciała lub rozstrój zdrowia innej osoby albo spowodowanie poważnej szkody w
mieniu. Przepis ten był pewnym zakresie (tym dotyczącym lekkich uszkodzeń ciała
i szkody w mieniu) mało praktyczny. Powodował cykliczne (równolegle do inflacji)
wypowiedzi Sądu Najwyższego na temat, jaka szkoda w mieniu jest poważna.
Obejmował też niepotrzebnie kolizje w ruchu drogowym, których rezultatem było
tylko lekkie uszkodzenie ciała. Dlatego wk.k. z 1997 r. ujęto przepis o
spowodowaniu wypadku znacznie węziej. Przestępstwem spowodowania wypadku miało
być tylko takie naruszenie reguł ostrożności, którego skutkiem był co najmniej
tzw. zwykły (średni) uszczerbek na zdrowiu. Spowodowanie przez naruszenie reguł
bezpieczeństwa w ruchu tylko szkody majątkowej albo lekkiego uszczerbku na
zdrowiu (tzn. jeżeli naruszenie czynności narządu ciała albo rozstrój zdrowia
pokrzywdzonego trwały co najwyżej 7 dni) nie jest więc obecnie ścigane jako
przestępstwo, lecz wyłącznie jako wykroczenie z art. 86 § 1 kodeksu wykroczeń.
Jest to uregulowanie wyważone, dobrze obecnie funkcjonujące w praktyce i nie
wymaga na pewno zmian.
Tymczasem
w najnowszym projekcie nowelizacji k.k. przepis art.177 §1 proponuje się
rozszerzyć, obejmując nim również wypadki drobne, w których uszkodzenie ciała
(np. otarcia, siniaki, stłuczenia) nie trwały dłużej niż 7 dni. Autorzy projektu
powołują się na to, że przecież zwykłe nieumyślne spowodowanie lekkiego
uszkodzenia ciała winnej sytuacji niż wypadek komunikacyjny jest zagrożone karą
wart. 157 § 3 k.k. Jest więc rozwiązaniem niespójnym pozostawienie bez kary (za
przestępstwo) spowodowania takiego skutku w ramach wypadku komunikacyjnego. To
brzmi przekonywająco, tyle że takich spraw w praktyce nie ma. Nie ma spraw, w
których ktoś ściga z oskarżenia prywatnego nieumyślne spowodowanie uszkodzenia
ciała lub rozstroju zdrowia na czas do 7 dni. Dalej twierdzą projektodawcy, że
skutek wypadków komunikacyjnych niejednokrotnie nie pozostaje w relacji
proporcjonalności do stopnia zawinienia sprawcy. Sprawcy lekkiego uszkodzenia
ciała w wypadku komunikacyjnym mogą naruszyć bardzo rażąco zasady bezpieczeństwa
ruchu i często tylko szczęśliwemu przypadkowi zawdzięczać należy, że skutek był
błahy. To wszystko prawda, tyle że ta „loteryjność” odpowiedzialności za
nieumyślne przestępstwa (zwłaszcza wypadki drogowe) to rzecz powszechnie znana.
I niewiele się na to poradzi. Gdyby konsekwentnie kłaść akcent nie na to, jak
istotny ujemny skutek został spowodowany, lecz na to, jak rażące było naruszenie
zasad bezpieczeństwa ruchu, to w rezultacie powinniśmy traktować jako
przestępstwo bardzo głębokie naruszenie zasad bezpieczeństwa nawet wtedy, gdy
żaden skutek nie nastąpił.
I
wreszcie chciałbym zwrócić uwagę na brak w projekcie przepisu, bardzo
potrzebnego, który kiedyś w kodeksie karnym z 1969 r. ( art.147 §2) przewidywał
przestępstwo pełnienia wstanie nietrzeźwości czynności zawodowych, co może
narazić na bezpośrednie niebezpieczeństwo życie lub zdrowie człowieka albo
mienie w znacznych rozmiarach. Rzeczywistość w naszym kraju skłania do
przypominania sobie o tym przepisie stosunkowo często, np. gdy słyszymy o
wykonujących swoje obowiązki zawodowe nietrzeźwych lekarzach pogotowia. Warto by
na pewno ten przepis przywrócić.
Lech
Gardocki
źródło:
Rzeczpospolita, 28.11.2006