szukaj >

Okrawanie samorządności

Obóz rządzący dziś Polską koncentruje władzę i ogranicza prawo społeczności lokalnych do decydowania o swoich sprawach. W gruncie rzeczy jest to sprzeczne z Konstytucją Rzeczypospolitej, która zapewnia decentralizację władzy publicznej.

Niepokoją mnie dwa zdarzenia z ostatnich tygodni i dni. Po pierwsze, uchwalona niedawno ustawa pozwalająca wojewodom wetować projekty lokalne realizowane ze środków unijnych. Po drugie, decyzja odbierająca samorządom prawo do rozdziału 700 mln euro dotacji unijnych przeznaczonych na wspieranie inicjatyw edukacyjnych. Podejmujący te decyzje zapomnieli najwyraźniej, że słowo samorząd oznacza samodzielne rządzenie i odpowiedzialność za skutki powziętych decyzji tych, którzy mają się sami rządzić. Dali w ten sposób społeczeństwu do zrozumienia, co w gruncie rzeczy o nim myślą: jesteście narodem nieodpowiedzialnych głuptasów i ktoś was musi bronić przed wami samymi.


Pamiętam atmosferę towarzyszącą reformie samorządowej w latach 1990 i 1991. Jak pilnie strzegliśmy wówczas autonomii samorządów, wierząc, że istotna część batalii o społeczeństwo obywatelskie i budowę autentycznej demokracji w Polsce rozegra się na szczeblu lokalnym: gmin, a potem powiatów i województw. Czy ta wielka reforma się nie powiodła, czy też nie potrafimy w sposób odpowiedzialny sami się rządzić?


Jest różnie, ale chyba świadomość tego, że w wielu istotnych sprawach życia codziennego więcej zależy od wójtów, burmistrzów, prezydentów czy radnych niż od rządu i parlamentu, jest coraz powszechniejsza. Coraz więcej też jest samorządów, którym się powiodło. Ich przykład powinien wywierać wpływ na inne społeczności lokalne, których władze nie mogą już - w obliczu sukcesów innych - tłumaczyć własnej nieudolności.

 

Oczywiście są i będą również przykłady negatywne. Bo wolność zawsze oznacza możliwość wyboru między mądrze i głupio, uczciwie i nieuczciwie, w interesie publicznym i w interesie partykularnym.
Niestety, czasami musimy się uczyć na własnych błędach. Zarówno w procesie edukacji indywidualnej, jak i społecznej odebranie prawa do popełnienia błędów przynosi fatalne skutki. Ktoś może powiedzieć, że ze względu na skalę i niepowtarzalność okazji, jaką dają Polsce fundusze unijne, mające zasilić polskie regiony, nie stać nas na błędne decyzje. Jednak ten argument można odwrócić: po raz pierwszy mamy szansę otrzymać prawdziwie duże pieniądze, które mogą wyzwolić aktywność, energię i inicjatywę społeczności lokalnych. Może to być prawdziwym testem na autentyczność i sprawność struktur samorządowych.


Zasada równej miary, także gdy chodzi o wyrównywanie szans pomiędzy regionami, nie jest dobrym powodem dla ograniczania samorządności. Te same pieniądze, ale płynące z góry, niepoparte własnymi lokalnymi pomysłami i zaangażowaniem konkretnych ludzi, nie wywołają oczekiwanych skutków. Nie sposób udowodnić, że wyrównywanie szans pomiędzy regionami będzie następowało szybciej i bardziej skutecznie przy sterowaniu centralnym. Przeciwnie - wydaje się, że ambicje lokalne są mocniejszym stymulatorem zmian niż podążanie za standardem wypracowanym w centrali.


Przyznanie wojewodom prawa do kwestionowania decyzji samorządów jest równoznaczne z podważeniem istoty mechanizmu podejmowania decyzji na szczeblu lokalnym. Wojewoda, czyli przedstawiciel administracji rządowej, został bowiem wyposażony w prawo weta „w przypadku stwierdzenia udokumentowanych nieprawidłowości przy wyłanianiu projektów”. Takie weto wstrzymuje procedurę przyznawania środków na realizację projektów. Komisja konkursowa musi zebrać się ponownie. Tylko tyle i aż tyle.


Prawo do takiego weta może bowiem szeroko otworzyć furtkę dla arbitralnych decyzji wojewodów. Nie potrzeba nadmiernej wyobraźni, aby przewidzieć, że napięcia i konflikty pomiędzy niejednorodnymi politycznie władzami samorządów terytorialnych a rządem, którego reprezentantem jest wojewoda, mogą przekładać się na nieprzychylny stosunek do projektów samorządowych. Bo przecież ewentualny sukces tych projektów wzmocni jednocześnie pozycję i popularność władz lokalnych. A to rządowi może być nie w smak.


Przypomnieć tu trzeba doświadczenia tych, którzy dzisiaj optując za takim kształtem ustawy, kilka lat wcześniej, w innej konfiguracji politycznej, sami zasiadali we władzach lokalnych i natykali się tam na paraliżujące decyzje wojewody, tworzące nieprzekraczalne bariery dla sensownych projektów. Działo się tak również w Warszawie, gdy jej prezydentem był Lech Kaczyński.

 

prof. Marek Safjan

źródło: Newsweek Polska, 14.01.2007

 

Biuletyn Informacji Publicznej Naczelnej Rady Adwokackiej redaguje adw. Rafał Dębowski
e-mail: redaktor.bip@nra.pl
Osoba odpowiedzialna za treść: adw. Rafał Dębowski
Data modyfikacji: 2007/01/13 14:40:10
Redaktor: Główny redaktor Biuletynu