Pierwszy państwowy egzamin dla adwokatów i radców prawnych okazał się rzezią kandydatów.
Odebranie egzaminu korporacjom miało być jednym z elementów otwarcia zawodów prawniczych. Ministerstwo Sprawiedliwości przeprowadziło pod koniec kwietnia egzamin, którego prawie nikt nie zdał. Próbowali głównie ci, którym wywalczona w poprzednim parlamencie przez PiS ustawa dała prawo do zdawania egzaminu bez aplikacji. Czyli osoby, które przez co najmniej pięć lat pracowały przy „stanowieniu lub stosowaniu prawa”. - Okazuje się, że nie są przygotowani do zawodu adwokata - ocenia Jakub Jacyna, rzecznik Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie. W Warszawie zdawało 18 osób, w tym dwaj aplikanci. Zdała jedna - aplikant.
Egzamin radcowski zdawało w całym kraju 200 kandydatów. Zdało kilkunastu. - W zadaniach były haki, których osoby bez praktyki nie zauważyły - uważa Elżbieta Kwiatkowska-Falęcka, wiceprezes korporacji radcowskiej. Zdaniem zdających zadania zawierały nie tyle haki, co niejasności. - W jednym z zadań można było napisać apelację albo opinię prawną dla klienta. Napisałem opinię, bo apelacja odwlekała wykonanie wyroku, co nie byłoby korzystne dla klienta. Okazało się, że opinii komisja nawet nie przeczytała, bo w kryteriach oceniania miała napisane, że za brak apelacji w tym zadaniu musi postawić 0 punktów - mówi Robert, jeden ze zdających.
- Pierwsze śliwki - robaczywki - uważa prof. Zbigniew Hołda, adwokat, który popierał wprowadzenie państwowych egzaminów - Kryteria ocen były chyba za bardzo sformalizowane - zemściła się nieufność ministerstwa do członków komisji. Ale też okazało się, że - wbrew obawom korporacji - egzamin nie przepuszcza osób nieprzygotowanych.
- Wyciągniemy wnioski z ankiety wśród członków komisji i będziemy egzamin poprawiać - powiedział „Gazecie” wiceminister sprawiedliwości Krzysztof Józefowicz.
Miesiąc temu Trybunał Konstytucyjny zakwestionował większość przepisów tzw. ustawy otwierającej zawody prawnicze. W tym przepis o państwowym egzaminie. Straci on moc z końcem roku. Trybunał nie powiedział, że egzamin musi wrócić do korporacji. Powinny one mieć jednak większy wpływ na to, jaką wiedzę i umiejętności się na nim sprawdza.
Ewa Siedlecka
źródło: Gazeta Wyborcza, 22.05.2006