Wszystko wskazuje na to, że przed wakacjami będziemy mieli nowy, znacznie surowszy kodeks karny. Krytyczne opinie ekspertów sejmowa komisja ignoruje
Wczoraj sejmowa komisja ds. solidarnego państwa zaczęła prace nad liczącym ponad sto stron rządowym projektem nowelizacji kodeksu karnego. Udało się jej zaakceptować połowę nowych przepisów. Dyskusji praktycznie nie było.
Tymczasem większość z 18 opinii ekspertów, jakie powstały na zamówienie Biura Ekspertyz Sejmowych, ocenia projekt jako bardzo kontrowersyjny. Wątpliwości budzi już sama zmiana filozofii karania na zdecydowanie bardziej represyjną.
Dyrektor Biura dr Michał Królikowski obliczył, że w 99 przypadkach zaostrzono sankcje za konkretne przestępstwa, do tego wprowadzono 23 nowe typy przestępstw, ograniczono możliwość łagodzenia kar i wymuszono jeszcze większe niż dziś zaostrzanie kar recydywistom.
Eksperci podnoszą, że nie ma to uzasadnienia, bo przestępczość spada, poczucie bezpieczeństwa w społeczeństwie rośnie, a więzienia są przepełnione. Tymczasem konstytucja pozwala ograniczyć prawa i wolności tylko w sposób niezbędnie konieczny. „Ani przedłożony projekt, ani uzasadnienie do niego, ani analiza polskiej rzeczywistości nie wskazują na konieczność wprowadzenia tych zmian” - pisze w swojej opinii dr hab. Jarosław Warylewski z Uniwersytetu Gdańskiego.
Dr Warylewski za niedopuszczalne uważa m.in. pozbawienie osób skazanych na dożywocie wszelkich szans na przedterminowe zwolnienie. To sprawi, że skazany stanie się zagrożeniem dla funkcjonariuszy i współwięźniów: „Więźniowi pozbawionemu nadziei na wyjście z więzienia nie grozi pogorszenie jego sytuacji prawnej nawet w przypadku popełnienia np. kolejnego zabójstwa”.
Zasadnicze wątpliwości ekspertów budzi obniżenie wieku odpowiedzialności karnej nieletnich za o wiele więcej przestępstw, niż to ma miejsce dziś. „W świetle badań z zakresu psychologii rozwojowej nie ma naukowych podstaw, by uważać dzieci i młodzież w wieku do lat 18 za niedojrzałą do podejmowania prawnie wiążących decyzji, wykonywania pracy zarobkowej, zawierania małżeństwa czy współdecydowania o losach kraju, a uznania jej za w pełni odpowiedzialną karnie” - pisze dr Anna Walczak-Żochowska z Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego.
Jednoznacznie negatywnie oceniają eksperci przepis, dzięki któremu bezkarnie można będzie przekroczyć granice obrony koniecznej wobec kogoś, kto wdarł się do mieszkania, domu, samochodu lub na ogrodzony teren.
- To niczym nieuzasadniona amerykanizacja polskiego prawa. Nie rozumiem, po co ten przepis, skoro wprowadzamy inny, w którym taka sytuacja się zmieści, że „nie jest przestępstwem przekroczenie granic obrony koniecznej pod wpływem strachu lub wzburzenia usprawiedliwionego okolicznościami” - mówił wczoraj na posiedzeniu komisji prokurator Paweł Marcinkiewicz ze Związku Zawodowego Prokuratorów.
- Nie ma nic złego w amerykanizacji prawa, bo prawo amerykańskie jest lepsze niż nasze - ucięła wiceminister sprawiedliwości Beata Kempa (PiS).
Tymczasem w swojej ekspertyzie prof. Jerzy Giezek z Uniwersytetu Wrocławskiego podnosi wiele wątpliwości wobec tego przepisu. M.in. taką, że pozwala praktycznie z zimną krwią bezkarnie zabić kogoś, kto bez uprzedzenia wszedł np. do czyjegoś ogrodu. Albo byłego małżonka, który niezaproszony pojawi się w części mieszkania zajmowanej przez byłą żonę.
- To sygnał do społeczeństwa, że państwo będzie wspierać ludzi, którzy się bronią - tłumaczył na wczorajszej komisji w imieniu ministerstwa prokurator Tomasz Szafrański. „Trudno się oprzeć wrażeniu, że bezprawie stanie się promowaną przez prawo reakcją na przejawy innego bezprawia” - czytamy w opinii prof. Giezka.
Za tydzień kolejne posiedzenie.
Źródło: Gazeta Wyborcza, 28.06.2007
Kodeks Ziobry idzie przez Sejm jak burza. Nie ma co się przekonywać, posłowie wiedzą, co myśleć o polityce karnej - ponagla szef komisji „Solidarne państwo” Krzysztof Jurgiel (PiS). Tak komisja uchwala nowy kodeks karny.
W komisji nie ma posłów opozycji. Ani dyskusji.
To blisko dwieście zmian. Zaostrzenie kar za prawie 100 przestępstw, zaostrzenie zasad karania, obniżenie wieku odpowiedzialności karnej do 15 lat, prawo do zabicia osoby, która wdarła się do domu lub samochodu, utrata samochodu przez nietrzeźwych kierowców - takie m.in. rozwiązania przewiduje rządowy projekt zmiany kodeksu karnego.
Komisja zajęła się nimi wczoraj. Chce skończyć prace w przyszłym tygodniu. A jest to naprawdę - jak zapewniają minister sprawiedliwości i premier - nowy kodeks. Do Sejmu przesłano go jako nowelizację tylko dlatego, by uprościć procedurę uchwalenia. Dlatego też skierowano go nie do komisji ustawodawczej -powołanej do pracy nad kodeksami -ale do „Solidarnego państwa”.
A tutaj praca idzie jak z płatka. Wczoraj już przyjęto - zawsze jednogłośnie - niemal połowę zaproponowanych przez rząd zmian.
Dlaczego tak wartko? Bo komisja składa się wyłącznie z posłów koalicji. Opozycja ją zbojkotowała -jako maszynkę do przepychania przez Sejm rządowych projektów. Szybkości sprzyja to, że tylko trzech na 23 członków komisji ma wykształcenie prawnicze.
Nie zaproszono żadnych ekspertów. Zamiast tego przedłożono posłom 18 opinii prawników, zamówionych przez Biuro Analiz Sejmowych. W większości są to opinie krytyczne - od zanegowania nowych rozwiązań po merytoryczne uwagi, jak przepis poprawić.
W posiedzeniu komisji uczestniczą za to przedstawiciele ministra sprawiedliwości w sile sześciu osób.
Obrady biegną tak: rząd rekomenduje kolejne punkty, prowadzący informuje, że „są zastrzeżenia ekspertów” - nie omawiając jakie - i prosi rząd, by się ustosunkował. Przedstawiciel rządu odrzuca zarzuty i punkt bez głosu sprzeciwu jest przyjmowany.
Kilkakrotnie jednak wywiązał się mały spór między stroną rządową a m.in. paniami z Komitetu Obrony Praw Dziecka. - Proszę nie polemizować, bo nie chodzi o to, żebyśmy się przekonywali, tylko o to, żeby stanowisko było w protokole - uciął przewodniczący Jurgiel. A przy próbie kolejnej polemiki się zniecierpliwił: - Nie ma co się przekonywać, posłowie wiedzą, co myśleć o polityce karnej.
Zapytaliśmy wiceprzewodniczącego komisji Marka Asta (PiS), dlaczego nie ma debaty, nie zaproszono ekspertów, a jedynie ekipę rządową.
- Chodzi o sprawność. Mam nadzieję, że na trzech posiedzeniach przyjmiemy cały projekt. Debata była na etapie prac w ministerstwie. Odpowiednie organizacje, jak adwokatura czy Krajowa Rada Sądownictwa, zostały poproszone o pisemne uwagi do projektu - odparł Ast.
Kodeks Ziobry -jak się go nieoficjalnie nazywa -powstał w trybie, w jakim jeszcze w Polsce od czasów przedwojennych kodeksów nie pisano.
Najsłynniejszy - tzw. kodeks Makarewicza z 1932 r. - przygotowywała kilkanaście lat specjalna komisja kodyfikacyjna złożona z najwybitniejszych teoretyków i praktyków prawa.
W 1967 r. zastąpił go kodeks, który powstawał blisko 10 lat, przygotowany także przez komisję kodyfikacyjną, w której byli najbardziej znani karniści. Wreszcie kodeks z 1997 r. pisała od 1987 r. komisja kodyfikacyjna, której skład zmienił się po 1989 r., ale zawsze byli to najwybitniejsi prawnicy.
Kodeks Ziobry napisali urzędnicy jego resortu w ciągu roku. Wcześniej Zbigniew Ziobro zdymisjonował przewodniczącego Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego prof. Stanisława Waltosia za to, że był przeciwny zaostrzaniu prawa. Wtedy cała komisja solidarnie podała się do dymisji. Minister powołał nową, która projekt Ziobry tylko zaopiniowała.
Prof. Marian Filar, karnista z Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika wToruniu: - Do tej pory wszystkie polskie kodeksy karne przygotowywały elity prawnicze. Teraz zrywamy z tą niechlubną tradycją. I twórczo rozwijamy myśl Włodzimierza Ilicza Lenina, że państwem może rządzić nawet kucharka. Będziemy mieli prawo karne przyjęte w trybie odpowiednim do rozporządzenia o hodowli pływaka żółtobrzeżka. Jaka władza, takie obyczaje.
Źródło: Gazeta Wyborcza, 28.06.2007