Wymuszanie przez korporacje zawodowe odpowiedniego poziomu cen za ich usługi staje się ostatnio istną plagą. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów prowadzi coraz to nowe postępowania – po architektach i notariuszach sypnęły się sprawy przeciwko aptekarzom, doradcom podatkowym, weterynarzom, rzeczoznawcom majątkowym...
Te wszystkie korporacje są często określane mianem wolnych zawodów. Okazuje się jednak, że owa wolność bywa iluzoryczna – korporacje całkiem skutecznie trzymają w garści swoich członków. Nie można bowiem uprawiać takich zawodów, jeśli nie jest się członkiem korporacji – przynależność do samorządu jest obligatoryjna. A z tym wiążą się dalsze konsekwencje – niewykonywanie uchwał samorządu pociąga za sobą odpowiedzialność dyscyplinarną. Kto się nie podporządkuje, w najgorszym razie może nawet zostać wykluczony z zawodu.
Co gorsza, takie manipulowanie cenami ułatwiają nierzadko zapisy w kodeksach etycznych korporacji. Ten paradoks podkreślił Sąd Najwyższy w sprawie notariuszy, podnosząc, że ich kodeks etyczny zawiera zapis... nieetyczny.
Rzecz jasna, korporacje, których działania zostały zakwestionowane, zgodnym chórem podnoszą, że niczego swoim członkom nie narzucają i nikogo nie ukarały za stosowanie takich, a nie innych cen. I co z tego, że nie ukarały? Oczywiste jest chyba, że nie trzeba uderzać batem, aby osiągnąć odpowiedni mores. Wystarczy, że bat stoi w kącie, aby nikt nie chciał poczuć go na swoim grzbiecie...
Ewa Usowicz
źródło: Gazeta Prawna, 13.01.2006