Ewa Sadkowska: Niedawno zarzucił Pan organom ścigania nadmierną gorliwość w obronie dobrego imienia ludzi władzy. Chodziło o znieważenie prezydenta przez pijanego bezdomnego oraz określenie przez jedną z gazet posłanki Anny Sobeckiej mianem „babsztyla”. Dlaczego prokuratorzy tak ochoczo wszczynają śledztwa w podobnych sprawach?
Janusz Kochanowski: To wynika ze źle pojmowanej zasady legalizmu. Są przepisy, jest wniosek, więc prokurator rozpoczyna całą procedurę. Ale wyczuwam też w tym podskórny serwilizm, niejako zakodowany w strukturach administracji. W końcu urzędnikowi bardziej opłaca się być serwilistą niż bojownikiem.
Co politycy skwapliwie wykorzystują.
- Niestety. Tymczasem standardem powinno być dochodzenie przez nich swych praw na drodze cywilnej albo z prywatnego oskarżenia. Funkcjonariusze publiczni nie powinni wykorzystywać organów ścigania, zwłaszcza że i tak w porównaniu ze zwykłymi obywatelami są uprzywilejowani, bo mają łatwy dostęp do mediów.
Z drugiej strony sami prokuratorzy muszą sobie uświadomić, że ich gorliwość może się obrócić przeciwko osobom, których dobrego imienia postanowili bronić. Taki właśnie był skutek zajęcia się tym bluzgającym dworcowym pijakiem, który ubliżał głowie państwa. I to napisałem w swoim liście do ministra sprawiedliwości.
źródło: Życie Warszawy, 8.09.2006