Podważanie wiarygodności sędziów TK to zły sygnał i psucie standardów państwa. Wierzę, że to tylko tarcia, które nasza demokracja przejść musi. I może ją to umocni, może wpłynie na powszechniejszą świadomość roli państwa i jego instytucji
Rz: Po co Polakom Trybunał Konstytucyjny?
Marek Safjan: Przydał się wielokrotnie. I to od początku swojego istnienia. Od pierwszych orzeczeń dowodził, że wprowadza nową jakość myślenia o prawie.
Dwadzieścia lat temu, 28 maja 1986 r., usłyszeliśmy po raz pierwszy w historii, że Trybunał Konstytucyjny wydał wyrok o nielegalności rządowego rozporządzenia. To był szok.
Przede wszystkim dla władzy. Bo była inna rzeczywistość, inne państwo. Trybunał składał się z sędziów powołanych w sposób typowy dla ówczesnej nomenklatury i nikomu przez myśl nie przeszło, że mogą orzekać inaczej niż zgodnie z wolą władzy. A właśnie oni okazali się prawnikami, których stać na orzeczenia niezależne. Warto to podkreślać, bo wtedy wymagało to odwagi i charakteru.
Już niewiele osób pamięta, o co chodziło.
Pod presją obywateli Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej we Wrocławiu zakwestionowało rozporządzenie Rady Ministrów regulujące opłaty za mieszkania wykupione od państwa. Dotyczyło to około stu tysięcy osób w kraju. Trybunał orzekł, że Rada Ministrów wykroczyła poza swoje kompetencje i wydała rozporządzenie niezgodne z delegacją zawartą w ustawie o gruntach, a tym samym z konstytucją. Ciekawostką było, że prokuratura w tym sporze z rządem stanęła po stronie mieszkańców.
Przypomnijmy nazwiska sędziów, którzy wydali ten wyrok.
Byli to profesorowie Kazimierz Działocha i Stanisław Pawela oraz sędzia Remigiusz Orzechowski.
Profesor Zygmunt Rybicki, który reprezentował na rozprawie Radę Ministrów, powiedział po wyroku do dziennikarzy: „Oto nastąpiła zmiana systemu w Polsce”. Nastąpiła?
Jeszcze nie wtedy. Był to jednak wyraźny sygnał nadchodzących zmian.
Czy, pana zdaniem, powołanie Trybunału, Naczelnego Sądu Administracyjnego, rzecznika praw obywatelskich to była wymuszona przez „Solidarność” demokratyzacja Polski, czy tylko mimikra?
W znacznym stopniu był to efekt rozpoczętej przez „Solidarność” rewolucji i reform państwa, znacząco później przytłumionych. Nie przypadkiem instytucje te powstały w chwili rodzenia się społeczeństwa obywatelskiego. To wymuszało na władzy ustępstwa, ustępowała więc nieco, licząc zapewne, że te instytucje dadzą się kontrolować. Ale przeliczyła się.
Istnieje opinia, że moment powołania Trybunału tuż po stanie wojennym to jego grzech pierworodny.
Moment nie był korzystny. Choć nie dało się w pełni rozwinąć demokratycznych standardów prawnych, był to jednak znaczący krok ku ochronie praw jednostki. Nikt dziś nie kwestionuje autentycznego dorobku NSA z lat osiemdziesiątych, który znacząco pomniejszył arbitralność tamtej władzy, ani podobnego dorobku Trybunału czy rzecznika. Organy te bowiem od początku korzystały z pewnej niezależności i nie były malowane. Nadużyciem jest sugerowanie, że rodowód wpływa na dzisiejszą aktywność Trybunału.
Jednak aż do 1999 r. orzeczenia TK nie były ostateczne: o tym, czy mają obowiązywać, decydował Sejm.
Wtedy Trybunał nawet siedzibą był powiązany z Sejmem. Ale to przeszłość. Teraz orzeczenia są ostateczne i powszechnie obowiązujące. Część środowisk politycznych nadal chce widzieć w TK przybudówkę parlamentu, ale to nieporozumienie.
Sędziów jednak wybiera parlament i trudno twierdzić, że nie są to wybory polityczne.
Sędziowie są wybierani politycznie, ale to nie znaczy, że politycznie wypełniają swoją funkcję. Ich poglądy nie decydują o myśleniu na temat prawa i konstytucji. Bo czym innym są poglądy, a czym innym apolityczne wykonywanie funkcji. Jak widać, ta oczywista prawda wcale nie jest taka łatwa do przyswojenia.
A jeśli sędzia byłby przeciwnikiem konstytucji, której ślubuje strzec?
Należy odróżnić zastrzeżenia co do niektórych postanowień konstytucji od sprzeciwu wobec niej i uznania jej za szkodliwą dla państwa. W tym drugim wypadku, jeśli chce się pozostać uczciwym, nie powinno się składać ślubowania.
Czy Trybunał uświadomił obywatelom ich prawa konstytucyjne?
Myślę, że tak. Dowodzą tego popularność skargi konstytucyjnej i wydane w jej wyniku orzeczenia dotyczące spraw najbardziej dla ludzi istotnych. Choćby to o odpowiedzialności władzy publicznej za działania jej organów.
To jeden z kamieni milowych Trybunału. A inne?
Jest ich sporo. Za kluczowe uważam orzeczenie o zgodności z konstytucją traktatu europejskiego. Szczególnie istotne są te, które określają istotę państwa prawa i stosunek między jednostką a państwem, m.in. o granicy chronionej sfery prywatności, o deklaracjach majątkowych, o działaniach operacyjnych policji. Chodziło o równowagę między interesem publicznym a prawami obywatela, bo inwigilacja zawsze jest ingerencją zagrażającą wolności.
Ważne były orzeczenia o ochronie praw właścicieli budynków, o dziedziczeniu gospodarstw rolnych, o ochronie interesów w toku, a także to o wolności zgromadzeń.
Ale był również wyrok potwierdzający zakaz aborcji, ostatnio przypomniano brak wyroku w sprawie instrukcji 0015, ciągle głośno o wyroku w sprawie KRRiT i korporacji adwokackiej. Czy to nie obciąża konta TK?
Dwa niedawne wyroki zaliczam do ważnego i pozytywnego dorobku TK. Wyrok w sprawie KRRiT potwierdza rolę wolności słowa w demokratycznym państwie i chroni jej granice przed arbitralnością. Wyrok dotyczący ustawy adwokackiej porządkuje dostęp do pomocy prawnej, a nie ogranicza go; to Trybunał przed kilkoma laty otworzył debatę publiczną na ten temat.
Wyroki trybunałów europejskich dotyczące przerywania ciąży zawsze były kontrowersyjne, bo taka jest natura tego sporu. Ale to nie przekreśla ich wartości. Zniesienie kary śmierci do dziś dzieli społeczeństwo, co nie znaczy, że był to błąd. Co zaś do instrukcji 0015 - Trybunał nie mógł orzekać wtedy o uchylonym akcie, a jego ocena polityczna byłaby naruszeniem apolityczności TK. Gdyby było inaczej, musielibyśmy ostatnio ocenić rozporządzenie o normach zagęszczenia w więzieniach, choć niemal w przeddzień rozprawy zostało ono uchylone.
Polski Trybunał ma opinię przodującego w naszym regionie. Czym mierzy się tę pozycję?
Tym np., że to w Polsce w 1999 r. odbyła się XI Konferencja Europejskich Sądów Konstytucyjnych, a dzięki inicjatywie prezesa polskiego TK powstał statut tej organizacji, zwany warszawskim. Jesteśmy zapraszani do grona najstarszych sądów konstytucyjnych w Europie, ważne decyzje są z nami konsultowane, a włoski Trybunał rozpoczął obchody swojego pięćdziesięciolecia w Warszawie i Auschwitz. Tu podpisaliśmy wspólnie deklarację o przestrzeganiu praw i wolności. Nasze orzecznictwo dla wielu sądów konstytucyjnych jest wzorcem.
Ale w kraju Trybunał wydaje się być w opresji.
Moment jest trudny z powodu napięć między konstytucyjnymi organami państwa. Opinia publiczna źle ocenia te napięcia, bo są dla niej niezrozumiałe. Ludzie słusznie uważają, że urząd prezydencki, parlament, Trybunał to instytucje państwa, które powinny kierować się wspólnie dobrem publicznym. Podważanie wiarygodności sędziów TK to zły sygnał i psucie standardów państwa. Wierzę, że to tylko tarcia, które nasza demokracja przejść musi. I może ją to umocni, może wpłynie na powszechniejszą świadomość roli państwa i jego instytucji.
A do państwa prawa bliżej dziś czy dalej?
Jednak bliżej. Bo te tarcia mają swoją dobrą stronę: dają ludziom okazję uczestniczenia w publicznej debacie na temat roli sądownictwa konstytucyjnego w państwie, do zadawania pytań o kryteria wyboru sędziów, o ich apolityczność. Przez to proces wyboru sędziów jesienią może być obserwowany uważniej niż kiedykolwiek.
Z dwudziestu lat istnienia TK dziewięć przypada na pańską prezesurę. Jak pan ją widzi?
Był to okres fascynujący i ważny. Choćby dlatego, że kształtowaliśmy w orzecznictwie kierunki wykładni nowej konstytucji i nowych regulacji o prawach podstawowych - także tych, które nigdy wcześniej nie były u nas gwarantowane w konstytucji. Te lata pozwoliły zakreślić granice działania władzy wyznaczone przez podstawowe standardy demokratyczne.
I po to jest Trybunał Konstytucyjny.
Rozmawiała: Jolanta Kroner
źródło: Rzeczpospolita, 22.05.2006