Prokuratura musi rozliczyć CBA
Śledztwo nakazał prokuraturze sąd. Chodzi o sześć tysięcy kart chorych zabranych z warszawskiego szpitala MSWiA.
Prokuratura w sierpniu odmówiła wszczęcia śledztwa, nie widząc przestępstwa w tym, co zrobiła CBA. W ubiegły czwartek sąd uwzględnił jednak zażalenie Okręgowej Izby Lekarskiej, podkreślając, że niedopuszczalne było to, że prokuratura w ogóle nie przeprowadziła postępowania. Nie przesłuchała np. pokrzywdzonych (rodzin pacjentów), którzy zgłosili się do Izby. Teraz ma to zrobić.
Potwierdziła to wczoraj rzecznik Prokuratury Okręgowej dla Warszawy-Pragi Renata Mazur. Ale odmówiła zdradzenia szczegółów.
- To postanowienie jest bardzo ważne, bo sąd podkreślił, że tajemnica lekarska musi być chroniona ze względu na dobro pacjenta i dobro ogółu - mówi mec. Czesław Jaworski reprezentujący Izbę Lekarską przed sądem.
Sprawa ma związek ze śledztwem przeciwko Mirosławowi G., kardiochirurgowi ze szpitala MSWiA, podejrzanemu o korupcję, ale też narażenie życia pacjentów, a nawet zabójstwo. Funkcjonariusze CBA wynieśli ze szpitala tysiące stron dokumentacji medycznej, a że Biuro nie radziło sobie z przesłuchaniami pacjentów, prowadzili je policjanci z komisariatów. Tam też trafiła dokumentacja medyczna.
Dochodziło do skandali - m.in. „Gazeta” opisała, jak jeden z funkcjonariuszy wypytywał przez telefon o chorobę matki jej syna.
Sąd zwrócił wczoraj uwagę, że CBA zabrało dokumenty „ponad potrzeby” - ponad 6 tys. kart, podczas gdy ze sprawą dr. G. łączy się kilkudziesięciu, maksimum kilkuset pacjentów.
Sąd podzielił też pogląd Izby, że gdyby dokumenty potrzebne były w sprawie o korupcję, CBA wystarczyłyby spisy pacjentów. - Zastosowali zasadę: mamy dokumenty, może coś znajdziemy - komentuje mec. Jaworski.
Sąd wskazał prokuraturze, że ma zbadać, czy nie został naruszony artykuł kodeksu postępowania karnego: „zatrzymanie rzeczy powinno być dokonane zgodnie z celem tej czynności, z zachowaniem umiaru i poszanowania godności osób, których dotyczy”.
Zatrzymana dokumentacja powinna trafić do prokuratury „niezwłocznie w opieczętowanym opakowaniu”, a prokuratura powinna zdecydować, jak ją wykorzystać. Tymczasem karty chorych trzymała CBA i to ona udostępniła ich kopie komisariatom.
- Dane chronione tajemnicą zawodową trafiły do rąk osób nieuprawnionych - mówi mec. Jaworski.
Sąd podważył też koronny argument prokuratury z odmowy wszczęcia śledztwa - że to na dyrekcji szpitala spoczywać miał obowiązek zrobienia kserokopii dokumentów (bo zabranie kart chorych sparaliżowało pracę szpitala).
- Miałem satysfakcję, bo kilka razy sąd odwołał się wprost do argumentów Izby - podkreśla mec. Jaworski.
Bogdan Wróblewski
źródło: Gazeta Wyborcza, 30.10.2007