szukaj >

Komentarz K. Sobczaka nt. egzaminów

Ministerstwo Sprawiedliwości musi wypracować standardy dla egzaminów zawodowych i na aplikacje

 

Zmienione w ubiegłym roku zasady dostępu do zawodów prawniczych zostały częściowo zablokowane przez Trybunał Konstytucyjny. Jednak nowe, teraz państwowe egzaminy na aplikacje i dopuszczające do wykonywania zawodu już się odbyły. Ich przebieg i wyniki skłaniają do dyskusji.

 

Do niedawna to samorządy zawodowe organizowały egzaminy na aplikacje, szkoliły adeptów i przeprowadzały egzaminy uprawniające do wykonywania zawodu adwokata, radcy prawnego i notariusza. One też w praktyce, ustalając limity aplikantów i wymagania egzaminacyjne, decydowały o liczbie wchodzących do tych zawodów. Coraz liczniejsza grupa absolwentów wydziałów prawa musiała mieć pretensje do korporacji o zamykanie się i ograniczanie dostępu do tych elitarnych profesji. Krytyka dotyczyła zarówno samej zasady, że to samorządy decydują, kto może wykonywać zawód, jak i charakteru egzaminów. Zdaniem przeciwników tego systemu i polityków, którzy się w to zaangażowali, pozwalały one na zbyt swobodną ocenę wiedzy kandydata, a tym samym mogły wieść do nadużyć. W efekcie wśród najważniejszych zmian, jakie wprowadziła ustawa z 30 czerwca 2005 r. o adwokaturze (zmieniająca też odpowiednie przepisy w ustawach o radcach i notariuszach), znalazło się „upaństwowienie” egzaminów.

 

Minister, nie samorząd

 

Według nowych przepisów zarówno egzaminy wstępne na aplikacje, jak i zawodowe dla ich absolwentów oraz osób stających do nich na podstawie innych uprawnień organizuje minister sprawiedliwości. Już po uchwaleniu nowego prawa doszło jednak do dwóch wyjątków. Przeprowadzona została nowelizacja i według starych zasad egzaminy zawodowe zdawać będą osoby będące już w trakcie aplikacji. Drugim wyjątkiem były egzaminy na aplikacje przeprowadzone w grudniu ubiegłego roku przez korporacje, ale według nowych zasad. Przetrącone nieco nową ustawą samorządy miały przy tych egzaminach pewne problemy z utrzymaniem równowagi. Radcowie opracowali test, na którym poległo trzy czwarte kandydatów, a u adwokatów odwrotnie - trzy czwarte zdało.

Szkoda wracać do motywów tego zdarzenia, to już historia. Teraz komisje wyznacza i pytania przygotowuje jeden ośrodek, co nie znaczy, że nie ma związanych z tym kontrowersji.

 

Teraz tylko test

 

Ważną próbą były przeprowadzone na przełomie czerwca i lipca egzaminy na aplikacje radcowskie, adwokackie i notarialne. Był to pisemny test składający się z 250 pytań z różnych dziedzin prawa. Do każdego były trzy propozycje odpowiedzi, żeby zdać, należało uzyskać 190 punktów. Nowe zasady egzaminowania wyraźnie obudziły nowe nadzieje wśród rzesz prawników, bo do egzaminów stanęło w sumie ponad 11 tys. osób. Jednak srodze zawiedli się ci, którzy liczyli, że po ocenianych jako trudne, a nawet wręcz zaporowe, egzaminach korporacyjnych państwowy będzie łatwy. U radców zdało go niespełna 26 proc. startujących, u adwokatów 37 proc., a u notariuszy katastrofa - zdał tylko co dwudziesty.

 

Działacze samorządowi, szczególnie adwokaci i radcowie, zwracają uwagę, że selekcja okazała się podobna do tej z czasów, kiedy to oni organizowali egzaminy. Krytykują też egzamin za zły dobór pytań, a przede wszystkim za brak części ustnej.

 

- Egzamin miał być sprawiedliwy, a nie ekstra-trudny. To żadna sztuka oblać 70 czy 80 proc. zdających - mówi Elżbieta Kwiatkowska-Falęcka, wiceprezes Krajowej Izby Radców Prawnych. Według Joanny Agackiej-Indeckiej, wiceprezesa Naczelnej Rady Adwokackiej, największe słabości tego egzaminu, podobnie jak przeprowadzonego parę tygodni wcześniej zawodowego, to wybieranie tylko jednej odpowiedzi w teście oraz brak bezpośredniej rozmowy z kandydatem. Jej zdaniem w prawie często jest więcej niż jedno właściwe rozwiązanie, a umiejętności wypowiadania się, argumentacji należą do najważniejszych u adwokata czy radcy.

 

W pierwszych przeprowadzonych według nowych zasad egzaminach zawodowych największe wątpliwości wzbudzał ich zbyt szeroki zakres. Zaskoczeniem dla wielu zdających były np. pytania z prawa karnego u radców czy dotyczące podatków i zamówień publicznych u adwokatów. Czyżby pierwszy krok do unifikacji tych zawodów? Według przedstawicieli samorządów ministerstwo nie ma jeszcze wypracowanego standardu dla egzaminów. Korporacje miały, ale teraz ich udział w przygotowywaniu pytań jest zbyt mały.

 

Trochę zmienią

 

Właśnie niedostateczny udział samorządów w naborze kandydatów do zawodu był jedną z przyczyn zakwestionowania ustawy przez Trybunał Konstytucyjny. W siedmioosobowych komisjach zasiadało tylko po dwóch przedstawicieli odpowiedniej korporacji i teraz to ma się zmienić. Iwona Kujawa, zastępca dyrektora Departamentu Szkolenia Ustawicznego i Nadzoru nad Aplikacjami w Ministerstwie Sprawiedliwości, zapowiada nowelizację ustawy, co pozwoli na zwiększenie liczby adwokatów, radców czy notariuszy w komisjach. Broni jednak generalnej zasady egzaminu państwowego oraz testu jako podstawowego sprawdzianu. Jej zdaniem tegoroczne egzaminy były trudne, ale nie za trudne. Zapowiada, że ministerstwo dążyć będzie do tego, by na aplikacje dostawały się wyłącznie osoby z solidnym zasobem wiedzy, z czego korporacje powinny się tylko cieszyć.

 

Równe szanse, kłopot organizacyjny

 

Tego akurat adwokaccy i radcowscy działacze nie negują, chociaż wskazują na pewną słabość takiego jednolitego dla całego kraju egzaminu. Otóż w warszawskiej okręgowej izbie zdało go 407 osób (w całym kraju 1 260) i jak mówi jej dziekan Dariusz Śniegocki, mogą być kłopoty ze zorganizowaniem szkolenia dla takiej grupy. Tymczasem w tak silnych ośrodkach, jak Białystok, Lublin czy Olsztyn, dostało się tylko po dwadzieścia parę osób, a potencjał organizacyjny pozwala tam na szkolenie wielu więcej aplikantów.

 

- Gdyby jak dawniej był egzamin ustny - twierdzi Śniegocki - poziomem pytań można by skorygować nieco odsiew w różnych ośrodkach.

 

Z organizacyjnego punktu widzenia byłoby to niewątpliwie korzystne, mogłoby jednak znowu wywołać oskarżenia o manipulowanie egzaminami. Jednolity w całym kraju test, chociaż ma swoje słabości, stawia wszystkim poprzeczkę na jednakowym poziomie. Co jednak zrobić, by aż jedna trzecia kandydatów nie startowała (i zdawała, odsetek był podobny jak w cały kraju) w Warszawie? Może istotne różnice w kosztach szkolenia zachęciłyby młodych prawników do odbywania aplikacji w innych miastach.

 

Krzysztof Sobczak

 

źródło: Rzeczpospolita, 6.09.2006

Biuletyn Informacji Publicznej Naczelnej Rady Adwokackiej redaguje adw. Rafał Dębowski
e-mail: redaktor.bip@nra.pl
Osoba odpowiedzialna za treść: adw. Rafał Dębowski
Data modyfikacji: 2006/09/06 07:31:21
Redaktor: Główny redaktor Biuletynu