Nie psuć Trybunału
Ponieważ w listopadzie zakończy swą pracę w Trybunale Konstytucyjnym jego prezes prof. Marek Safjan, prezydent powinien powołać jego następcę
Według obowiązujących obecnie zasad sędziowie trybunału wskazali dwóch kandydatów, z których jednego prezydent powinien nominować. Sędziowie Marek Mazurkiewicz i Jerzy Stępień, którzy do trybunału trafili z rekomendacji różnych opcji politycznych, to doskonali prawnicy, z ogromnym dorobkiem zawodowym i życiowym. To także sędziowie doświadczeni w pracach trybunału, bardzo aktywni w kreowaniu jego linii orzeczniczej.
Ale to też jedni z tych, którzy swymi decyzjami - niezgodnymi z oczekiwaniami PiS - irytowali prezydenta i innych polityków tej partii. To ich postawa, wraz z całym składem trybunału, legła u podstaw konfliktu z rządzącymi.
Prezydent demonstracyjnie nie przyszedł na doroczne zgromadzenie ani na 20-lecie Trybunału. A teraz jednego z tych sędziów ma powołać na prezesa?
Posłowie PiS przygotowali więc projekt ustawy, która pozwoli na powołanie prezesa dopiero po wymianie części składu trybunału. Jeszcze w tym roku sejmowa większość (PiS raczej nie zechce podzielić się tym z opozycją) wybierze sześciu nowych sędziów. Po wcześniejszych wypowiedziach liderów rządzącej partii można wnosić, że trwa szukanie prawników posiadających wymagane do takiej nominacji kwalifikacje, ale lepiej niż dotychczasowi sędziowie rozumiejących politykę PiS. Autorzy projektu chcą zapewne w ten sposób uchronić Mazurkiewicza lub Stępnia od konieczności współpracy z sędziami z tego nowego naboru.
Trudno przecenić, czym dla demokratycznego państwa prawa jest dobry sąd konstytucyjny. Źle by się stało, gdyby teraz sejmowa większość uchwaliła instrumentalne prawo, które zapoczątkowałoby destrukcję tej instytucji. Takie niebezpieczeństwo jednak się nie pojawiło.
Krzysztof Sobczak
źródło: Rzeczpospolita, 13.07.2006