W walce z pospolitą przestępczością pełnej skuteczności nie gwarantują ani surowe kary, ani łagodność i resocjalizacja. Taki przekaz przywiózł do Polski James Q. Wilson, wybitny amerykański specjalista od polityki karnej.
Przyjechał na zaproszenie Fundacji Ius et Lex, na początku września wygłosił poświęcony tej problematyce wykład na Uniwersytecie Warszawskim. Rozczarował chyba zarówno tych, którzy chcieli usłyszeć od niego jednoznaczne wsparcie dla lansowanych u nas projektów zaostrzania prawa, jak i oponentów takiej polityki.
Szersza publiczność nieco więcej o Wilsonie mogła dowiedzieć się z opublikowanego 5 września na łamach „Rz” artykułu Jacka Czabańskiego. Tego m.in., że to klasyczny wręcz przedstawiciel konserwatywnego odłamu amerykańskiej kryminologii, zwolennik raczej surowego karania niż resocjalizacji.
Rodzina, szkoła, Kościół
Tymczasem James Q. Wilson podczas swego wykładu oraz dyskusji z licznie zgromadzonymi prawnikami, socjologami i ekonomistami wielokrotnie podkreślał, że kary, jakimi dysponuje państwo, to tylko jeden ze środków skutecznych w walce z przestępczością. Bardzo istotna jest jakość pracy policji i wymiaru sprawiedliwości, ale jeszcze ważniejsze są czynniki społeczne. To lokalne społeczności, Kościoły, stowarzyszenia obywatelskie, a przede wszystkim rodzina mają największy wpływ na postawy i zachowania ludzi. Te właśnie instytucje, a także klasa średnia ze swym systemem wartości, wpłynęły według Wilsona na spadek przestępczości. Z kolei cykliczne kryzysy gospodarcze i wojny XX wieku osłabiły struktury społeczne, co wpłynęło na wzrost liczby popełnianych przestępstw.
- Jeśli obecnie w środowisku afroamerykańskim 70 proc. dzieci wyrasta bez opieki ojca, a często jedynym znanym chłopcom mężczyzną jest diler narkotyków, to żadne kary nie wytworzą u takiej młodzieży motywacji do nauki i ciężkiej pracy - mówi Wilson. Dlatego rozsądna polityka wobec społecznych patologii musi wykorzystywać różne środki - ze sfery represji, resocjalizacji, ale też działań o charakterze ekonomicznym i socjalnym.
Policjant i pielęgniarka
Na poparcie takiego sposobu myślenia Wilson przytacza wnioski z eksperymentu, jaki przeprowadzono w USA. Pewna grupa samotnych matek i kobiet w ciąży objęta była specjalnym programem opieki. Pielęgniarki środowiskowe uczyły je zasad pielęgnacji niemowląt, doradzały, jak je żywić itp. Badania przeprowadzone po 15 latach pokazały, że w tym środowisku jest znacznie mniejsza przestępczość niż w innych podobnych.
Owszem, Wilson cały czas podkreśla, że podstawową reakcją na czyn zabroniony powinna być szybko wymierzona i odpowiednio surowa kara. Podaje też przykłady z USA i Wielkiej Brytanii świadczące, że konsekwencja w tej dziedzinie przynosi dobre wyniki. Przyznaje jednak, że ten środek nie działa perfekcyjnie, że dla osiągnięcia trwalszych rezultatów w zwalczaniu przestępczości trzeba stosować go w odpowiedniej proporcji z innymi przedsięwzięciami. Nie można też Wilsona traktować jako jednoznacznego przeciwnika resocjalizacji. Nie uznaje wprawdzie tej metody za bardzo skuteczną w przeciwdziałaniu przestępczości, ale skalę tej nieskuteczności uważa za podobną do skuteczności bądź nieskuteczności surowych kar. Zastosowanie każdej z tych filozofii może przynieść efekty, ale nie jako jedyne działanie. Krótko mówiąc: Wilson zaprezentował się raczej jako zwolennik rozsądnego łączenia wysiłków policjanta i pielęgniarki środowiskowej niż ideolog surowych kar.
Nie wszystko do wykorzystania
Organizatorzy seminarium podkreślali wpływ, jaki prace Wilsona wywarły na teorię i praktykę prawa w USA. Z wypowiedzi prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który przyjął amerykańskiego uczonego, wiemy także o takim wpływie na zaostrzenie polskiego prawa karnego przed kilku laty. Tymczasem sam gość podkreślał, że Stany Zjednoczone są pod tym względem państwem bardzo zdecentralizowanym. Różna jest skala przestępczości w poszczególnych stanach, każdy z nich ma też inne prawodawstwo. Bywa, że z położonych obok siebie stanów o podobnej strukturze społecznej jeden ma prawo surowe, a drugi bardziej liberalne, lecz skala przestępczości jest w nich podobna. Jedne stosują karę śmierci, inne nie, a w jednych i drugich liczba zabójstw utrzymuje się na niezmienionym poziomie. Z tych doświadczeń nie da się wyciągnąć dla nas jakiegoś uniwersalnego wniosku.
Krzysztof Sobczak, komentator „Rzeczpospolitej”
źródło: Rzeczpospolita, 3.10.2006