Odebranie samorządowi sędziowskiemu wpływu na wybór prezesa sądu jest istotnym ograniczeniem jego uprawnień - mówi Teresa Romer
Rz: Projekt nowelizacji ustawy o ustroju sądów powszechnych przewiduje nowe możliwości awansu dla sędziów, wyższe zarobki. Zapewne spodoba się to środowisku.
Teresa Romer: Zwykle w nowym projekcie są pomysły dobre i złe. Pewne uproszczenie ścieżki awansu czy stworzenie stanowiska sędziego sądu okręgowego w sądzie rejonowym to akurat dobre koncepcje. Dzięki temu doświadczeni sędziowie orzekający w sądach pierwszej instancji będą mogli uzyskać wyższy status i wyższe zarobki. Obecność takich sędziów tam, gdzie rozpatrywanych jest najwięcej spraw, bardzo często o dużym znaczeniu dla obywateli, jest w interesie nas wszystkich.
A nowe zasady powoływania prezesów sądów?
Odebranie samorządowi sędziowskiemu wpływu na wybór prezesa sądu jest istotnym ograniczeniem jego uprawnień. Zasada obowiązująca na początku lat 90., gdy to samorząd miał decydujący głos, nie była idealna, ale wydaje się, że to, co po zmianach obowiązuje obecnie, jest optymalne. Jeśli proponowany przez ministra kandydat nie odpowiada zgromadzeniu sędziów danego sądu, minister może odwołać się do opinii Krajowej Rady Sądownictwa. Tam zapada ostateczna decyzja, ale samorząd uczestniczy w tej procedurze. Jeżeli teraz ma się to skończyć na opinii kolegium sądu, to jest to wyraźne ograniczenie uprawnień tego jedynego prawdziwie samorządowego gremium, jakim jest zgromadzenie ogólne sędziów.
Kolegium jest wybierane przez zgromadzenie sędziów.
Tak, ale to nie to samo. To gremium jest znacznie mniejsze, poza tym to tylko reprezentacja samorządu. Oczywiście wszystko będzie zależało od tych ludzi, którzy będą powoływani, i od tych, którzy będą powoływać. Jednak sędziowie obawiają się skutków kolejnego ograniczenia ich samorządności i zwiększenia wpływu czynnika administracyjnego w kierowaniu sądami. Pewnym zagrożeniem może być także projektowane zwiększenie zakresu nadzoru nad sądami ze strony prezesów sądów wyższej instancji. Przekształcanie wymiaru sprawiedliwości w strukturę pionową, hierarchiczną, nie prowadzi do niczego dobrego.
Łatwiej będzie eliminować z zawodu sędziów naruszających prawo albo zasady etyczne. Czy to dobry kierunek reformy?
Kierunek dobry, tylko proponowane rozwiązania mogą nieść ze sobą niebezpieczeństwa. Dotychczas np. w razie zatrzymania sędziego na gorącym uczynku lub gdy istnieje podejrzenie popełnienia przez niego przestępstwa, decyzję o odsunięciu go od pełnienia obowiązków podejmował prezes sądu. Teraz będzie mógł to zrobić także minister, a do katalogu powodów takiej decyzji dodano także „istotne interesy służby”. To nieprecyzyjne określenie, które pozwala na wręcz nieograniczone stosowanie tego przepisu. Można sobie wyobrazić sytuację, że sędzia prowadzący jakiś trudny proces, gdzie wchodzą w grę różne interesy, może ze względu na „istotne interesy służby” zostać przez ministra sprawiedliwości natychmiast odsunięty od wykonywania obowiązków służbowych. To ewidentna próba naruszenia zasady trójpodziału władz i bezpośredniej ingerencji politycznej w proces orzeczniczy. Jestem za stawianiem sędziom jak najwyższych wymagań etycznych i zawodowych, w interesie środowiska i dla dobra społeczeństwa, ale z tego samego powodu nie mogę akceptować ingerencji przedstawiciela władzy wykonawczej w proces orzeczniczy, a ten zapis wprost ku temu zmierza.
Prezes sądu też może ulec takiej pokusie lub jakimś naciskom.
Może, ale myślę, że jest wiele powodów, by jednak w tym zakresie mieć większe zaufanie do sędziów - a prezesi są nimi - niż do polityków. Projekt ustawy dąży do istotnej zmiany roli ministra w wymiarze sprawiedliwości. To jest ewolucja od typowej w demokratycznych państwach prawa pozycji administratora do roli zarządcy, który chce mieć także wpływ na merytoryczną działalność sędziów i sądów.
Nie jestem zwolenniczką budowania szczelnych murów między władzą ustawodawczą, wykonawczą a sądowniczą. Powinna tu działać ogólna zasada równowagi sił i wzajemnej kontroli, ale ingerencja czynnika politycznego w orzekanie przez konkretnego sędziego jest nie do przyjęcia i nie odpowiada tej zasadzie.
Dlatego właśnie środowisko sędziów obawia się, że projektowana nowelizacja, oprócz pożytecznych zmian, może przynieść ograniczenia sędziowskiej niezawisłości. Wbrew temu, co się niektórym wydaje, to nie jest przywilej sędziów, lecz jedno z fundamentalnych praw obywateli.
rozm. Krzysztof Sobczak
źródło: Rzeczpospolita, 2.11.2006