Sędziowie odmówią szkolenia aplikantów
Nasz gorący temat: „Sędziowie odmówią szkolenia aplikantów” („Rz” z 30 stycznia 2008 r.) wywołał szerokie zainteresowanie internautów, głównie aplikantów i sędziów.
To akurat niedziwne. Sędziowie walczący o podwyżki wynagrodzeń zagrozili bowiem rezygnacją ze szkolenia aplikantów radcowskich i adwokackich, a na te dodatkowe zajęcia potrzebna jest ich zgoda. Wynagrodzenie za miesiąc patronatu nad aplikantem radcowskim wynosi 87,2 zł, a nad adwokackim 175,2 zł. Protestujący sędziowie domagają się ich zwiększenia. Niektórzy już wypowiedzieli umowy.
Oczami aplikantów
Odmówią szkolenia aplikantów…, a to dobre. A na czym te szkolenia do tej pory polegały? Aplikanci są w sądach traktowani najczęściej jak siła robocza, drugiej kategorii, jeśli się im upiecze i nie ślęczą nad protokołowaniem, to piszą uzasadnienia. Pomoc sędziego? To jakaś abstrakcja. Sędzia oczekuje gotowego uzasadnienia do „klepnięcia”. Poza tym nikt aplikantom nie płaci za to, że w swoim wolnym czasie wykonują pracę za sędziów. (Anonim)
Zgadzam się z przedmówcą. Jako aplikant sądowy pamiętam sędziów, którzy nie bardzo przejmowali się rolą patronów, traktując nawet aplikantów jako zło konieczne bądź tanią siłę roboczą. Aplikant nie jest od czarnej roboty, tylko ma się uczyć. A nauka jest wtedy, kiedy patron poświęca czas, pyta, wskazuje na problemy. (Remitent)
Na własnej skórze przećwiczyłam trzy lata praktyk i jedynie w dwóch wydziałach sędzia zastosował podejście: “co ja mógłbym pani ciekawego pokazać”, w reszcie wydziałów byłam albo wykwalifikowanym asystentem do sporządzania i podrzucania do sądów gotowych uzasadnień, albo niewykwalifikowanym członkiem personelu pomocniczego, np. adresującym koperty! I to za moje własne pieniądze, bo przecież płacę za aplikację! Tym dwóm sędziom, którzy mnie czegoś nauczyli, bardzo dziękuję i chętnie zapłaciłabym im więcej. (Była aplikantka)
Oczami sędziów
Drodzy przedmówcy, przyszli geniusze palestry! Co byście zatem chcieli robić w sądzie, bo jak zauważyłem, pisanie uzasadnień jest be, praca w referacie sędziego też be, protokołowanie jeszcze większe be. Nie pomyśleliście – jaka płaca, taka praca? Nie chce mi się użerać z kimś za 16 zł netto dziennie, dlatego wypowiedziałem tę umowę. Zapłacą lepiej – będę się wówczas czuł zobligowany do przekazania komuś swej wiedzy zdobywanej przez kilka lat. (Adam)
Część komentarzy jest obraźliwa dla większości sędziów. W sądach rejonowych zatrudnieni są sędziowie, którzy poważnie traktują swój zawód. Przykro mi, że moi rozmówcy trafili na osoby według nich mało kompetentne, ale z tego powodu uogólniać? Nie dziwcie się państwo, że sędziowie są sfrustrowani – pracują od poniedziałku do piątku i nie osiem godzin dziennie, a więcej, trzeba bowiem się przygotować na wokandy (ok. trzech w tygodniu), napisać uzasadnienia, zająć pracą biurową. Do tego dochodzą też dyżury po godzinach i w weekendy – a za te nadgodziny nie dostają wynagrodzenia. W sądzie zarabiają godnie jedynie firmy budowlane!
Recepta
Moja recepta: lepiej płacić sędziom i zawierać umowy tylko z tymi, którzy mają koncepcję i są zainteresowani takimi dodatkowymi obowiązkami. Problem szkolenia aplikantów korporacyjnych jest nie tylko finansowy, ale i organizacyjny.(sędzia E)
Po pierwsze, nikt sędziów nie pyta, czy chcą szkolić aplikantów, w jakiej liczbie i w jakim okresie.
Po drugie, w moim sądzie nie ma nawet gdzie posadzić aplikantów, a coś nie bardzo wyobrażam sobie ich szkolenie na stojąco.
Robi się z tego jakiś koszmar. Zamiast próbować rozwiązać ten problem, Ministerstwo Sprawiedliwości funduje nowy projekt jeszcze bardziej ułatwiający absolwentom dostęp do aplikacji. W tej chwili na roku ze mną jest 1200 aplikantów. Izba Radców Prawnych zrobiła wszystko, aby jakoś nas pomieścić i zagwarantować wszystkim praktyki. Rozwiązania, jakie serwuje nam MS, z równoczesną groźbą odmowy odbywania praktyk, grożą totalnym paraliżem aplikacji. Rewolucja pożera własne dzieci. (Lizawieta)
Może należałoby wypracować system szkolenia, w którym nie trzeba zawracać głowy sędziom? Choćby dlatego, że nie każdy sędzia ma zacięcie dydaktyczne, a ci, którzy mają żyłkę nauczyciela, mogliby, za odpowiednim (a nie symbolicznym) wynagrodzeniem, za dodatkową przecież pracę, rzetelnie zajmować się również szkoleniami. (Rafał)
Czas protestu
Może forma protestów sędziów jest mało poważna, bo wszyscy obecnie protestują. Ale czy sędziowie powinni czekać z protestami? Kilka lat temu sędzia zarabiał blisko trzy średnie krajowe, obecnie zarabia też prawie trzy – ale minimalne wynagrodzenia. (Adam)
Sędziowie odmówią szkolenia aplikantów
Skutkiem protestów sędziowskich dotyczących podwyżek może być paraliż aplikacji. Sędziowie nie chcą uczyć aplikantów radcowskich i adwokackich za obecne wynagrodzenie
Sędziowie Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy podjęli uchwałę wzywającą Prezesa Sądu do renegocjacji porozumień z korporacjami w sprawie szkolenia ich aplikantów, a zwłaszcza wynagrodzeń. Sędziowie nie kryją, że akcja ta jest elementem szerszego protestu, formą nacisku na Ministerstwo Sprawiedliwości w walce o podwyżki.
– Działania te nie są wymierzone w korporacje radców i adwokatów, lecz są wyrazem naszego zdeterminowania – uzasadniają apel sędziowie.
Niektórzy już wypowiedzieli umowy o patronat (między konkretnym sędzią a korporacją). Inni to zapowiadają, tak jak Cezary Skwara, sędzia VI Wydziału Rodzinnego i Nieletnich Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy. Przed miesiącem wysłał on do ministra sprawiedliwości otwarty protest, wskazując, że sędziom nie zapewnia się warunków pracy i wynagrodzenia odpowiadających godności urzędu oraz zakresowi obowiązków, co gwarantuje im konstytucja.
Za mało nam zaproponowali
Wynagrodzenie za miesiąc patronatu nad aplikantem radcowskim wynosi obecnie – 87,2 zł, a nad adwokackim 175,2 zł. Mimo że stawki te całkiem niedawno zostały podwyższone, zdaniem protestujących sędziów są stanowczo za niskie w porównaniu z pensjami w innych profesjach prawniczych. Domagają się więc ich zwiększenia co najmniej trzykrotnego – za aplikanta radcowskiego, i dwukrotnego – za adwokackiego. Pewne różnice w wynagradzaniu mają jednak uzasadnienie. Aplikant adwokacki spędza w sądzie cztery dni w tygodniu (w trakcie półrocznego szkolenia), a radcowski jeden dzień (za to przez trzy lata).
Potrzebne doświadczenie
Patronaty przebiegają różnie.
– Niektórzy sędziowie nie zwracają większej uwagi na rodzaj aplikacji, co niektórzy wykorzystują i fuksem zaliczają praktyki – wskazuje Mariusz W., jeden z warszawskich aplikantów. Z drugiej strony, część sędziów eksploatuje aplikantów przy najmniej wdzięcznych zajęciach, np. protokołowaniu rozpraw. Pomagają też sporządzać projekty wyroków i ich uzasadnień, czym niewątpliwie odciążają nieco sędziów.
Obie korporacje cenią sobie szkolenia w sądach. Także adwokacka, która mniej korzysta z takich praktyk.
– Mamy różne kancelarie, także takie, w których młodzi adwokaci praktycznie nie chodzą do sądu. Ta półroczna aplikacja jest jedyną formą i gwarancją, że zdobędą choć minimalne doświadczenie sądowe – wskazuje Ziemisław Gintowt, dziekan warszawskich adwokatów.
Mecenas Gintowt liczy na porozumienie z sędziami, sam wystąpił niedawno do jednego z sądów o renegocjowanie umowy.
Ale korporacje wskazują, że „ceny” szkoleń aplikantów zależą od stawek odgórnie określanych i zależnych od wynagrodzeń sędziów. Nie wyznaczają ich poszczególne rady, ale porozumienie krajowych organów korporacji z Ministerstwem Sprawiedliwości.
Otwarto aplikacje, nie zapewniając ich odpowiedniego finansowania. Do tego doszły problemy z finansowaniem pensji sędziowskich.
175,2 zł - Tyle wynosi wynagrodzenie za miesiąc patronatu nad aplikantem adwokackim
Dariusz Śniegocki, dziekan warszawskiej Okręgowej Izby Radców Prawnych:
Gdyby spełniła się groźba odstąpienia sędziów od szkolenia naszych aplikantów, byłaby to dla naszej korporacji naprawdę tragiczna wiadomość. Tego etapu praktycznego szkolenia nie da się pominąć ani zastąpić. Co do decyzji sędziów, to w sytuacji, gdy kolejne grupy zawodowe domagają się podwyżek, właściwie im się nie dziwię. Szkoda tylko, że jesteśmy tu niejako uboczną ofiarą sporu sędziów z Ministerstwem Sprawiedliwości, tym bardziej że stawki za pracę z aplikantami narzuca ministerstwo. Gdzie szukać rozwiązania problemu? W systemowym uregulowaniu aplikacji, zwłaszcza jej finansowania.
Marek Domagalski
źródło: Rzeczpospolita Online, 15.02.2008