Szkoły prawnicze potrzebują radykalnych zmian
System kształcenia prawników w Polsce potrzebuje pilnych reform. Nie aktywizuje on wykładowców i nie do końca spełnia oczekiwania studentów
To wnioski z międzynarodowej konferencji „Sprostać wyzwaniom przyszłości: edukacja prawnicza i prawo w interesie publicznym w Polsce”, która odbyła się na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim w Lublinie.
– Choć nie są to kryteria drakońskie i pozostawiają uczelniom dużą swobodę, to i tak wiele wydziałów prawa ma problemy z ich wdrożeniem – ocenia dr Tomasz Sieniow, prezes Fundacji Instytut na rzecz Państwa Prawa.
Prof. Fryderyk Zoll, cywilista z Uniwersytetu Jagiellońskiego, obserwuje, że władze uczelni prawniczych zamiast podnosić jakość kadry i metod kształcenia, skupiają się na inwestowaniu w infrastrukturę. Uważa, że systemy weryfikacji merytorycznej kadry naukowej są słabe, bo nie ma konkurencji między wykładowcami.
– Na uczelniach jest wiele osób z habilitacją. Dziekani muszą znaleźć im zajęcie zgodne z ich specjalizacją, a studenci nie zawsze tego potrzebują. Z drugiej strony brakuje profesorów zwyczajnych, bo tych uczelnie nie są w stanie zatrzymać – mówi prof. Zoll.
Prof. Zoll przyznaje, że wielu wykładowców pracę na uczelni traktuje jako zajęcie dodatkowe. Na przygotowanie się do zajęć ze studentem nie mają czasu albo chęci.
– Jest bardzo mało pracowników naukowych poświęcających się wyłącznie pracy na uczelni, praktykujących innowacyjne metody. To trzeba pilnie zmienić. Obecny system kształcenia jest na krawędzi – uważa prof. Zoll.
Michał Królikowski, dyrektor Biura Analiz Sejmowych, zwraca uwagę, że wcześniej system weryfikowania wiedzy studentów cechował duży subiektywizm, a teraz koncentruje się na testach.
– Testy są potrzebne, ale nie weryfikują choćby umiejętności napisania opinii prawnej, glosy, a nawet pism procesowych, a to przecież elementarz prawnika – mówi Królikowski. Wskazuje też, że polskie uczelnie nie uczą np. sędziów, jak przekazać treść wyroku, aby był zrozumiały dla stron.
– Na studiach prawniczych nie ma zajęć z dydaktyki. Wykładowcom akademickim i patronom na aplikacjach brakuje więc przygotowania akademickiego – uważa dr Katarzyna Skubisz-Kępka, adwokat i wykładowca KUL.
Słabość systemu edukacji prawniczej w Polsce dostrzega też prof. Delaine R. Swenson, dyrektor Ośrodka Doskonalenia Umiejętności Prawniczych w Lublinie. Uważa, że nie nagradza on aktywnych i kreatywnych, a przez biurokrację nawet ich karze.
– Na studiach wtłacza się skomplikowane casusy, a gdy przychodzi do rozwiązania prostych problemów, studenci mają z tym kłopot – mówi Królikowski.
Prof. Artur Kuś z KUL wskazuje też, że uczelnie prawnicze muszą zrozumieć, że kształcą nie tylko osoby mające wykonywać zawody ściśle prawnicze, ale także przyszłych pracowników administracji i biznesu. Muszą więc w programach zawrzeć przedmioty z dziedziny ekonomii, politologii lub socjologii.
Robert Horbaczewski
źródło: Rzeczpospolita, 10.04.2008